Featured

12/recent

Tajemnice Zamku Książ od kuchni

Właśnie zakończyła się kolejna, piąta już edycja Dolnośląskiego Festiwalu Tajemnic. Festiwal jest projektem autorskim Joanny Lamparskiej, dziennikarki i podróżniczki, autorki wielu książek o tajemnicach Dolnego Śląska, od kilkunastu już lat promującej region dolnośląski oraz tajemnice jego historii.

fot. Tomasz Kramarczuk

Poszukiwacze skarbów i odkrywcy tajemnic

To największe w Polsce spotkanie eksploratorów, historyków i miłośników tajemnic historii, które rokrocznie gromadzi ok. 20 tysięcy gości. W tym roku, w dniach 12 i 13 sierpnia, goście mieli okazję spotkać się m.in. ze specjalistami zajmującymi się odzyskiwaniem zaginionych dóbr kultury, obejrzeć znakomite rekonstrukcje historyczne z czasów Legionów Polskich i Marszałka Józefa Piłsudskiego, zobaczyć eksponaty śląskiego gabinetu osobliwości i zwiedzić wystawę, połączoną z promocją najnowszej książki Joanny Lamparskiej i Piotra Kałuży pt.: „Miasta do góry nogami. Podziemia Europy i ich tajemnice”. To pierwsza taka książka, w której przygoda łączy się niezwykłą historią podziemi, od prehistorycznych świątyń po ultranowoczesne schrony dla bogaczy, o których to miejscach niesamowite opowieści usłyszeć można było z ust samej Autorki.

Jak co roku, tak i w tym to właśnie wystąpienie Joanny Lamparskiej zgromadziło najwięcej słuchaczy. I trudno się dziwić - też byliśmy pod wrażeniem. Ale i inne wystąpienia dostarczały emocji i sensacji (np. kom. dra Adama Grajewskiego, koordynatora policyjnego specjalizującego się w przestępczości przeciwko zabytkom) oraz wzruszeń (opowieść p. Elżbiety Szumskiej o odkryciu nowej sztolni w Złotym Stoku oraz o zakończonych sukcesem poszukiwaniach rodziny Güttlerów, dawnych właścicieli złotostockich kopalni).

V Dolnośląski Festiwal Tajemnic na Zamku Książ / fot. Wojciech Głodek

Swoje kolejne tajemnice odsłaniał również zamek Książ - było o podziemiach, ale nie zabrakło też innych nawiązań do historii z okresu II wojny światowej. O podziemiach zamkowych z pasją opowiadał Michał Banaś, ukazując szereg niewykorzystywanych na razie możliwości, jakie dają obserwacje i badania prowadzone tam przez geofizyków z PAN-u. Zainteresowani mogli również na własne oczy przekonać się, co dzieje się pod Książem, a to dzięki makiecie, na której Michał Banaś prezentował możliwości zastosowania odkryć naukowych w codziennym funkcjonowaniu m.in. zakładów wydobywczych.

Przedstawiane przez eksploratorów i badaczy takie sekrety zawsze mają swoisty urok – nie są uładzonymi informacjami promocyjnymi, lecz żywymi opowieściami, które pozwalają poznać nie tylko efekty eksploracyjnych zmagań, ale i przebieg ich samych. Dają pełniejszy (choć nigdy przecież zupełny) ogląd i umożliwiają wgląd najciekawszy, bo „od kuchni”.

A skoro już przy tym temacie jesteśmy, zadamy pytanie – czy mieliście okazję zobaczyć zamek Książ od kuchni? Nie? To wybierzcie się czym prędzej, bo jest wystawa, jedyna w swoim rodzaju, zachwycająca, nostalgiczna i urocza, z której powstaniem też wiąże się historia tajemnicy i fascynującego odkrycia.

Kucharz w kuchni i kucharz na salonach

Już od 14 lutego dostępna jest na Zamku nowa wystawa zatytułowana właśnie „Książ od kuchni”. Znajdują się na niej fotografie, które 100 lat temu wykonywał kucharz rodziny Hochbergów, Louis Hardouin.

fot. Wojciech Głodek
Tak, Hardouin to ten kucharz od najwspanialszego tortu, który do dzisiaj zachwyca i zadziwia drobiazgowością, starannością wykonania i ilością szczegółów. Oprócz tego jednak, że był pasjonatem gotowania, odnalazł w sobie pasję uwieczniania na kliszy chwil z życia własnej rodziny i rodziny Hochbergów – chwil wyjątkowych, uroczystych, ale i zupełnie zwyczajnych, wypełniających codzienne życie Książa i jego mieszkańców.

Fotografie wykonywał na szklanych kliszach, których na ręce Krzysztofa Urbańskiego, wówczas (w r. 2016) Prezesa Zamku Książ, Mateusza Mykytyszyna, Prezesa Fundacji Księżnej Daisy oraz reportera Radia Wrocław, Michała Wyszowskiego, wnuczka Hardouina, Jean Wessel, złożyła blisko… półtora tysiąca!

Na wystawie obejrzeć można „zaledwie” 200, podzielonych na bloki tematyczne: pierwszy dokumentuje zamek Książ i jego otoczenie w różnych porach roku, drugi dotyczy Hochbergów i ich dworu, trzeci wreszcie – rodziny samego fotografa. Hardouin fotografował Książ m.in. podczas jego ostatniej przebudowy, dzięki czemu zarówno zarządzający zamkiem, jak i turyści, zyskali możliwość poznania zupełnie nowego oblicza tej wspaniałej budowli.

Dzięki tym zdjęciom widzimy Książ w czasach jego największej świetności – gdy był zamieszkiwany przez rodzinę Hochbergów oraz cały dwór, bo pamiętać trzeba, że Hochbergowie mieli tutaj 300 osób służby (spośród których setka zamieszkiwała 4 piętro), a wokół zamku pracowało dodatkowo blisko 200 osób…

Wzruszające są zdjęcia rodzinne Hochbergów, księżnej Daisy, dzieci, których postaci udało się Autorowi uchwycić podczas edukacji, ale i zabawy, z obliczami zatroskanymi i poważnymi, ale i rozświetlonymi uśmiechami. Różna jest też na zdjęciach sama Daisy, pojawia się również Klotylda – druga żona Jana Henryka XV.



Fragmenty wystawy "Zamek Książ od kuchni" / fot. Wojciech Głodek

Hardouin fotografował nie tylko zamek, ale i jego okolice, m.in. tarasy czy domek letni Księżnej Daisy (tzw. My Fantasy), w którym przebywała, gdy potrzebowała wytchnienia od zgiełku dworskiego życia (dzisiaj niestety zostały z niego już tylko fundamenty), a także jeziorko Księżnej Daisy, po którym 100 lat temu pływały niewielkie łódki. Na zdjęciach pojawiają się również białe ławki w przypałacowym parku (stąd i dzisiejszy ich kolor).

Dużo na zdjęciach jest zieleni otaczającej Książ, widać także wszystkie rzeźby zdobiące dziedziniec i dalsze okolice, z których dzisiaj też większości już nie zobaczymy. Oglądamy również fotografie zamkowych zwierząt. Sam zamek prezentuje nam się na fotografiach zarówno od zewnątrz, jak i od środka (mamy możliwość podziwiania wystroju wnętrz sprzed wieku), o każdej porze roku.

Sporo uwagi Hardouin-fotograf kierował również w stronę swojej rodziny. Szczególne miejsce zarówno na fotografiach, jak i w jego życiu, zajmowała żona, Eugenie, którą darzył wielkim uczuciem. Nieprzypadkowo otwarcie wystawy przypadło na 14 dzień lutego – tym, co najbardziej widoczne na zdjęciach jest przede wszystkim historia miłości Hardouinów (o której opowiadała także Jean Wessel).

Na wystawie mamy nie tylko zdjęcia czarno-białe: w czasie, gdy Louis Hardouin fotografował życie Książa, zaczynały się pierwsze eksperymenty z fotografią kolorową i tego dowód również na wystawie można znaleźć. Wspaniałe są zdjęcia dokumentujące codzienne życie, obowiązki, ale i przyjemności służby zamkowej. Mamy m.in. fotografie kucharzy, którymi zarządzał Hardouin, 12 pokojówek księżnej Daisy oraz lokajów (w osiemnastowiecznej liberii).

Ta wielowątkowość w portretowaniu życia dworu pozwala zrozumieć złożoność wielkiego organizmu, jakim był Książ w czasach ostatnich Hochbergów na zamku, jak komentuje wystawę jej kuratorka, Beata Lejman. Rodzina Hardouinów przestała pracować dla Hochbergów w roku 1932, gdy kucharz zdecydował się na wyjazd (wraz z żoną i dziećmi) do Wielkiej Brytanii, do Londynu.

Zamieszkawszy tam, fotografie (a właściwie klisze) schował w domu, a następnie w magazynie, gdzie przeleżały kilkadziesiąt lat. Zainteresowała się nimi dopiero w latach 90. XX w. wnuczka Hardouina, wzmiankowana już Jean Wessel, która zabrała je do Kanady (gdzie mieszkała). Ostatecznie nawiązała kontakt z Zamkiem Książ, wreszcie zadecydowano o odwiedzinach i dzięki temu dzisiaj możemy cieszyć oczy Książem widzianym od kuchni.

Po lewej Jean Wessel, wnuczka Louisa Hardouina, po prawej Zbigniew Koźlik, szef kuchni Hotelu Park Plaza we Wrocławiu gdzie powstała replika tortu Hardouina / fot. archiwum Zamku Książ


Tort wykonany przez cukierników Hotel Park Plaza we Wrocławiu na otwarcie wystawy / fot. archiwum Zamku Książ

Oryginalny tort Lousa Hardouina / fot. Louis Hardouin, ze zbiorów Zamku Książ

Jak dotrzeć?

Najbardziej polecamy dojechać pociągiem do stacji Świebodzice. Stąd na pieszo do zamku Książ idzie się około godziny. Najpierw przez miasto ulicami Kolejową, Świdnicką i Wałbrzyską, a potem przez ozdobną bramę stanowiącą dawne wejście do książańskiego majątku wchodzimy na drogę szutrową, które przez Książański Park Krajobrazowy, obok stadniny poprowadzi nas do samego zamku.

Można również skorzystać z czerwonego szklaku turystycznego (wchodzimy na niego na ul. Świdnickiej w Świebodzicach), który w części pokrywa się z opisaną powyżej drogą, a przejście go zajmie nam trochę ponad godzinę.

Najłatwiej pociągiem do stacji Wałbrzych Miasto. Po wyjściu z dworca kierujemy się w lewo i przechodzimy na drugą stronę ulicy na przystanek Armii Krajowej - Dworzec Miasto skąd na zamek można dojechać autobusem linii 8 (wybrane kursy, średnio co godzinę, jedziemy do pętli około 30 min.). Można też autobusami linii 8 lub 12 dojechać do pętli Szczawienko i stamtąd drogą dojazdową (ok. 30 min.) dojść do zamku na pieszo.

Do Świebodzic i Wałbrzycha dociera prawie 20 pociągów regionalnych z Wrocławia i 13-14 z Jeleniej Góry. Zatrzymują się tu też pociągi dalekobieżne z Poznania (regionalny) oraz Katowic, Przemyśla, Łodzi, Białegostoku czy Warszawy (PKP Intercity, w tym EIP "Pendolino" - tylko w Wałbrzychu)



✎ Jolanta Kluba, 2017

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.