Featured

12/recent

Uzdrowisko wśród świerków

września 10, 2017
Historia Świeradowa-Zdroju zaczyna się tak naprawdę od momentu, kiedy ludzie dostrzegli zalety tutejszych źródeł. O wodach z tych okolic i ich niezwykłych właściwościach wspominały już legendy plemion słowiańskich sprzed prawie 1000 lat. 

Widok z wieży Domu Zdrojowego na główny deptak zdrojowy.

Pierwsza pisemna wzmianka o Świeradowie-Zdroju pochodzi natomiast z okresu nieco późniejszego, bo z XVI wieku. Wtedy, a dokładnie w roku 1572, śląski medyk Leonard Thurneysser w swojej rozprawie pisał o świeradowskich wodach mineralnych, określając je mianem „świętych”. Nieco później, w roku 1600, jeleniogórski medyk miejski Caspar Schwenckfeld (słynny „Pliniusz Śląski”) opisał kwaśne wody mineralne bijące ze źródła pod Wysokim Lasem (niem. Hohwald lub Laubaner Hohwald) i nazwał je „piwnym zdrojem” (jest to dzisiejsze źródło „Górne”).

W drugiej połowie XVII wieku (1689 rok) Fryderyk Luca napisał w „Kronice śląskiej”, że świeradowskie wody cieszyły się popularnością z uwagi na zawarty w nich gaz (dwutlenek węgla). Najpierw jedynie je pito, później zaczęto używać również do kąpieli. Właścicielami Świeradowa-Zdroju byli Schaffgotschowie i to oni zapewnili uzdrowisku trwały rozwój.

Już w pierwszej połowie XVIII wieku powołali – z inicjatywy doktora Weista - pięcioosobową komisję lekarską dla zbadania właściwości leczniczych tutejszych wód. Badania te wykonano w latach 1738 i 1739. Wspomniane źródła pod Wysokim Lasem ocembrowano dopiero w połowie XVIII wieku (1754 rok), w wyniku czego powstały trzy kryte dachem studnie.

Willa Szarotka, budynek zarządu Uzdrowiska.
Świeradów-Zdrój posiada do dziś ogromną ilość zachowanej dawnej zabudowy uzdrowiskowej.

Złoty wiek uzdrowiska

Rok później pojawili się w uzdrowisku pierwsi goście. W roku 1768 poprawiono obudowę „Górnego Źródła” tworząc jednocześnie drewniany pawilon – schronienie dla kuracjuszy. Schaffgotschowie zajęli się również budową domów kuracyjnych oraz obiektów uzdrowiskowych. W latach 1838-1839 wybudowano Łazienki Leopolda (obecnie Centrum Rehabilitacji i Reumatologii „Goplana”), a w 1878 zaczęły się prace nad Łazienkami Ludwika (zlokalizowanymi w pobliżu odkrytego w roku 1811 źródła „Dolnego”).

Efektownym zakończeniem tych prac rozbudowy kurortu było postawienie na sam koniec XIX wieku, w roku 1899, nowego Domu Zdrojowego (pierwszy, zwany „starym”, pochodził jeszcze z wieku XVIII). Wówczas też powstała najdłuższa na Dolnym Śląsku hala spacerowa z drewna modrzewiowego (80 m długości, 14 m wysokości i 14 m szerokości), którą możemy podziwiać do dzisiaj.

Koniec XIX wieku to także okres urządzenia zakładu kąpieli borowinowych, z których uzdrowisko słynie do dzisiaj. W roku 1903 powstały „Łaźnie Marii”, czyli obecny Zakład Borowinowy. W początkowych latach XX wieku oddano do użytku źródło „Zofia”.

Okres międzywojenny zaznaczył się w historii uzdrowiska jako okres prosperity. W latach tych w Świeradowie-Zdroju znajdował się Dom Zdrojowy z 70 pokojami, Łazienki Leopolda z 50 pokojami, 23 restauracje, gospody i kawiarnie, 128 pensjonatów, 9 garaży samochodowych, wypożyczalnie samochodów, poczta, telegraf, rozmównica publiczna, obiekty rekreacyjno-sportowe, obiekty handlowe, a także prywatne kolegium nauczycielskie.

Jak w wielu innych miejscowościach, tak i tu ruch turystyczny wzmógł się wraz z powstaniem kolei. Linia kolejowa do Bad Flinsberg dotarła w roku 1909 i połączyła miejscowość bezpośrednio z Berlinem. Jednotorowa linia, funkcjonująca do 1911 roku jako kolejka wąskotorowa, w planach miała zostać przedłużano aż do Szlarskiej Poręby. Niestety do tej inwestycji ostatecznie nie doszło.

Nowy początek

Usytuowanie miejscowości zadecydowało też o tym, że do roku 1944 uzdrowisko funkcjonowało normalnie. Dopiero ostatnie miesiące II wojny światowej przyniosły zmiany, a jej kres otworzył nowy rozdział w historii uzdrowiska. Wkroczyło ono weń z nazwą Wieniec-Zdrój, jednak nie nosiło jej długo. W roku 1946 wprowadzono zmianę nazwy Wieniec-Zdrój na Świeradów-Zdrój. Warto także zaznaczyć, że właśnie wtedy, w roku 1946 nadano mu prawa miejskie.

Również w roku 1946, 26 maja, otwarto pierwszy powojenny sezon leczniczy. I tak rozpoczęły się dekady Funduszu Wczasów Pracowniczych, wczasowych wyjazdów do uzdrowiska i zmian, z których nie wszystkie wyszły miejscowości na dobre... To jednak już historia. W 260. rocznicę pierwszego ocembrowania źródeł „Górnych”, w miejscu pierwszej studni, utworzone zostało Muzeum Górnictwa Uzdrowiskowego.

Wprawdzie przemiany ustrojowe rozpoczęły się już ćwierć wieku temu, jednak dla Świeradowa- Zdroju dopiero rok 2011 oznaczał kolejny „nowy początek”. Uzdrowisko Świeradów-Czerniawa stało się częścią Polskiej Grupy Uzdrowisk. Co dzisiaj oferuje kuracjuszom i turystom?

Poza Domem Zdrojowym, który tradycyjnie ma każde uzdrowisko, Świeradów-Zdrój może poszczycić się nowym hotelem zdrojowym Sanus, który stanowi bardzo ciekawe połączenie nowego ze starym. Ma 120 miejsc w 60 pokojach, które rozmieszczone są nierównomiernie w dwóch częściach budynku: starej zabytkowej i nowej, dobudowanej przy adaptowaniu budynku na potrzeby hotelu (19 i 41 pokoi). Części te łączy taras, z którego rozciąga się przyjemny widok i na którym wypoczywać mogą hotelowi goście.

Hotel ma także strych, który został zagospodarowany w ciekawy sposób. Otóż nie funkcjonuje jako skład nieużywanych w danej chwili przedmiotów, ale stworzono na nim klub dla dzieci i dorosłych. Maluchy bawią się tutaj pod okiem opiekunów. Z uwagi na fakt, że latem i zimą przyjeżdża do Świeradowa-Zdroju dużo rodzin z dziećmi, takie miejsce jest ważne. Hotel dysponuje również niewielką salą konferencyjną wyposażoną we wszystkie niezbędne w takim miejscu udogodnienia, na zapleczu której znajduje się niewielkie pomieszczenie z sofą i… piłkarzykami – by porozmawiać w ciszy i z dala od innych gości lub odprężyć się po wyczerpujących dyskusjach.

Wprawdzie Sanus to hotel, jednak – hotel zdrojowy, toteż znajdziemy tutaj więcej niż w standardowych tego typu miejscach. Jest SPA, jest odnowa biologiczna, ale jest i lekarz, dzięki czemu mamy pewność, że korzystając z naturalnych bogactw uzdrowiska nie wyrządzimy sobie niechcący krzywdy.

Dom Zdrojowy od strony deptaku.
Wnętrze nowego hotelu zdrojowego "Sanus".

Jedziemy na leczenie

Do Świeradowa-Zdroju warto przyjechać na kilku- lub kilkunastodniową kurację, podczas której skorzystać można z kompleksowego oddziaływania na ten organ, który nam najbardziej doskwiera. Kręgosłup, reumatyzm, rehabilitacja po złamaniu – w każdym z tych (i wielu innych) przypadków lekarze i terapeuci dopasują odpowiednie ćwiczenia i zabiegi. Jeśli zaś doskwiera nam przede wszystkim przemęczenie i stres, w miejsce zabiegów leczniczych zaordynowane zostaną rozluźniające i odprężające kąpiele, spacery oraz seanse w saunie hotelu zdrojowego.

Profil leczniczy Uzdrowiska Świeradów-Czerniawa jest bardzo szeroki, obejmuje schorzenia z zakresu ortopedii, neurologii, reumatologii, kardiologii, angiologii i osteoporozy. Uzdrowisko Świeradów-Czerniawa jako jedno z ostatnich w Polsce stosuje zabiegi z prawdziwej 5-centymetrowej borowiny. Cieszą się one sporym zainteresowaniem – miesięcznie zużywa się około 24 ton borowiny!

Czym jest ta magiczna borowina i jakie ma właściwości? Borowina to po prostu torf, który miesza się z wodą – tak, by można ją było podgrzać. I taka ciepła stosowana jest na skórę w celu leczenia schorzeń narządów ruchu, otyłości, a także schorzeń ginekologicznych. Tego typu tradycyjne zabiegi trwają kwadrans.

W ubiegłym roku w Świeradowie-Zdroju odbył się międzynarodowy kongres balneologiczny, zaś przedstawiciele uzdrowiska biorą udział w różnych seminariach, konferencjach i sympozjach naukowych. Jednym z sukcesów działalności naukowej jest uznanie borowiny za odpad niemedyczny. Dzięki temu koszty jej utylizacji są znacznie niższe, a biorąc pod uwagę ilości borowiny zużywane miesięcznie podczas zabiegów, ma to niebagatelne znaczenie. Dodajmy dla porządku, że zużyta borowina po wykonaniu zabiegu balneologicznego nie zmienia składu fizykochemicznego i nie jest materiałem zakaźnym, co potwierdzone zostało wynikami przeprowadzonych badań mikrobiologicznych.

Poza borowiną tradycyjną stosuje się również zabiegi z borowiny „paczkowanej”, która jest podgrzewana w piecu - otwiera się folię i przykłada się borowinę do ciała. Są to pakunki jednorazowego użytku, o czym warto pamiętać! Zdarza się jeszcze często, że niektórzy „specjaliści” zaoferują okładanie borowiną w folii, wówczas możemy być pewni, że zabieg taki nie zadziała! Foliowane paczuszki są jednorazowego użytku.

Świeradów-Zdrój znany jest również ze świerku, a właściwie - kąpieli świerkowych, podczas których można zanurzyć się w wodzie z dodatkiem wyciągu kory świerkowej. Takie działające relaksująco kąpiele, poprawiające wygląd skóry (zwiększają jej napięcie), polecane są także na schorzenia układu oddechowego.

Zbawienna promieniotwórczość


Jednak świeradowskie uzdrowisko najbardziej znane jest z radu. Radoczynność źródeł na stoku Wysokiego Grzbietu odkrył w roku 1933 inżynier o nazwisku Schmidt, pełniący funkcję burmistrza ówczesnego Bad Flinsberg. To jego odkryciu – nieulegającej rozkładowi martwej żaby w kałuży źródlanej wody – uzdrowisko zawdzięcza unikatowe kuracje radoczynne oraz dzisiejszy swój symbol i coraz popularniejszą maskotkę, czyli żabę właśnie.

Nic więc dziwnego, że spacerując po miasteczku, nierzadko natknąć się można na różne żabki – zachęcamy do ich poszukiwania! Dodajmy, że ów symbol ma swój żywy odpowiednik: żabka Kwisia jest też we wrocławskim ogrodzie zoologicznym i od 1 maja 2010 roku opiekuje się nią właśnie miasto Świeradów-Zdrój. W późniejszych latach źródeł zawierających radon odkryto jeszcze kilka i nadano im nazwę źródeł im. Małżonków Curie. Wodę z nich gromadzono we wspólnym zbiorniku, z którego następnie dostarczano ją do Zakładu Kąpieli Radoczynnych.

Obecne Uzdrowisko Świeradów-Czerniawa jest jedynym polskim uzdrowiskiem, które udostępnia znajdujące się pod pijalnią wody mineralnej piwnice, w których znajdują się studnie z radoczynną wodą mineralną. W miejscu tym można dowiedzieć się bardzo dużo na temat ich składu oraz leczniczych właściwości. Ale nie tylko: można bowiem także poznać historię uzdrowiska, przyjrzeć się ciekawym mozaikom z kamieni (łupków serycytowych oraz granitów), malowidłom o tematyce zdrojowej oraz strzegącym niejako miejsca piaskowcowym figurom św. Barbary i Skarbka (ciekawe, kogo w nich rozpoznacie...).

Tu warto wspomnieć, że Uzdrowisko Świeradów-Czerniawa rozwija nie tylko działalność uzdrowiskową i turystyczną, ale również naukową. Prowadzone są badania z uniwersytetem medycznym we Wrocławiu na temat wpływu radonu na organizm człowieka. Uzdrowisko jest członkiem Klastra Polski Radon, który za cel działania stawia sobie stworzenie na Dolnym Śląsku nowoczesnego, krajowego centrum lecznictwa radonowego.

Poziom radu w wodzie i powietrzu jest codziennie monitorowana. Radonowe są tutaj zatem kąpiele, zarówno zbiorowe, jak i indywidualne. Są ponadto inhalacje radoczynne oraz płukanie przyzębia wodą z radem. Kąpiele są chyba najczęściej stosowane, a zażywając ich, można podziwiać „zabytki” sprzed wojny. Zakład radoczynny dysponuje bowiem szeregiem wanien pamiętających jeszcze czasy Bad Flinsberg. Są to różne wanny kolorowe (żółta, szara, różowa) oraz piękna dwuosobowa wanna. Jak opowiadał nam pan Witold Dziekan, kierownik Zakładu Przyrodoleczniczego w Uzdrowisku Świeradów-Czerniawa – wiele razy przymierzano się już do jej usunięcia, jednak ciągle zapada decyzja o jej pozostawieniu, głównie z uwagi na gości, którzy przyjeżdżając chcą właśnie z niej skorzystać.


Paczuszki borowiny gotowe do użytku.
Podwójna wanna do kąpieli radonowych. 
Jedziemy na weekend

Ale co w sytuacji, kiedy praca zawodowa lub obowiązki rodzinne nie pozwalają nam na tak długi pobyt w uzdrowisku? Radzimy zajrzeć przynajmniej na weekend. Nawet taki trzydniowy pobyt będzie miał zbawienny wpływ na nasz organizm – pozwoli nam zatrzymać się na chwilę, odpocząć, skorzystać ze SPA lub wybranych zabiegów leczniczych.

W ciągu tych kilku dni personel uzdrowiska nauczy też jak siedzieć, jak się ruszać, co znajdzie być może przełożenie na zwykłe codzienne funkcjonowanie i korzystnie wpłynie na poprawę zdrowia i jakości życia. Ta zauważalna, nawet po kilku zaledwie dniach, zmiana spowodowana jest także wpływem klimatu: silnie bodźcowego, stymulującego, porównywalnego z alpejskim. W Czerniawie właśnie z uwagi na ów klimat wyspecjalizowano się w leczeniu dzieci w zakresie usuwania metali ciężkich z organizmu. Pobyt tutaj przynosi naprawdę bardzo dobre efekty.

Uzdrowisko tętni życiem, a wielość i różnorodność atrakcji sprawiają, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, także oferty których nikt z górskim uzdrowiskiem by nie skojarzył. W zakładzie przyrodoleczniczym kuracjuszom mogą odbyć sesje relaksacyjne przy… tężni. Tak, to Świeradów- Zdrój, a nie Ciechocinek. Tężnia wprawdzie niewielka, umieszczona w specjalnym pomieszczeniu i raczej trudno wokół niej spacerować, ale wrażenia niezapomniane, a dobroczynne oddziaływanie zauważalne. Lubią tam przebywać i pacjenci, i pracownicy uzdrowiska.

Jak już się zrelaksujemy, warto wyjść na spacer, by podziwiać piękną historyczną zabudowę uzdrowiska. Z pewnością zaliczyć należy spacer deptakiem, który nie tak dawno był jeszcze zwyczajną ulicą, a dzisiaj, wyłączony z ruchu kołowego, pozwala mieszkańcom i gościom przechadzać się w samym sercu kurortu.

Podczas spaceru koniecznie trzeba pogłaskać żabki, umiejscowione przy znajdującej się naprzeciwko budynku Zarządu Uzdrowiska fontannie (są cztery i każda zapewnić ma powodzenie w innej sferze życia – sprawdźcie, w jakiej!). Są także cykliczne imprezy, jak np. przeglądy orkiestr, w tym najbardziej chyba znany przegląd orkiestr wojskowych oraz młodzieżowych orkiestr dętych. Ponadto, odbywają się różne koncerty, muzyka towarzyszy kuracjuszom właściwie na każdym kroku, niczym w dawnym kurorcie, w XIX wieku, gdy kuracjuszom w zdrojach od samego rana umilała życie muzyka.



Widok na Świeradów-Zdrój i kolej gondolową ze Stogu Izerskiego.
Droga w kierunku Szklarskiej Poręby.

Jak dotrzeć?

Do Świeradowa-Zdroju niestety pociągiem już nie dojedziemy. Decyzję o zawieszeniu ruchu pasażerskiego podjęto 30 listopada 1995 roku, a ostatni pociąg ze stacji Świeradów-Zdrój odjechał 11 lutego 1996 roku o godzinie 17:00. Dziś odcinek od Mirska jest nieprzejezdny, natomiast tory prowadzące przez Świeradów aż do położonego w kierunku Szklarskiej Poręby przystanku Świeradów Nadleśnictwo rozebrano.

Transport autobusowy też nie zachwyca. Jako tako jest wyłącznie w dni robocze (niecałe 10 połączeń z Lubaniem i kilkanaście z Jelenią Górą oraz 3 z Wrocławiem). W soboty zostaje połowa kursów do Jeleniej Góry, 3 do Wrocławia, zaś w niedziele 1 do Jeleniej Góry i 2 do Wrocławia przez Gryfów Śląski, Lwówek Śląski i Złotoryję.

Pewną nadzieję stwarza wprowadzana w Świeradowie-Zdroju komunikacja miejska, która ma zostać wydłużona do Szklarskiej Poręby, gdzie mamy do dyspozycji około 10 połączeń kolejowych i 2 razy tyle autobusowych.

Natomiast jeśli chodzi o noclegi to nie ma tutaj większych problemów i można znaleźć coś na każdą kieszeń. Od tanich pensjonatów (ok. 50 zł / za dobę / za osobę) do bardzo luksusowych hoteli, nawet czterogwiazdkowych.

Znajdź dobry nocleg w Świeradowie-Zdroju

tekst: Jolanta Kluba, zdjęcia: Wojciech Głodek

Przeminęło z wiatrem

sierpnia 28, 2017
Wakacje dawno już wyciągnęły wszystkich wędrowców z domu. Pora pachnąca sianem, czas odpoczynków przy drodze. Czas dobry, bo pozwala zauważyć rzeczy, na które zwykle – w pośpiechu – nie zwraca się uwagi. 

Dzisiaj parę słów o wiatrakach…

Wiatrak w Gogołowie / fot. Bogdan Basisko Adler
Naonczas spostrzegli trzydzieści lub czterdzieści wiatraków na tym polu. Ujrzawszy je, Don Kichote powiedział do giermka: - Fortuna sprzyja naszym zamiarom bardziej, niżbyśmy pragnąć mogli…

Nie będziemy szukać tych występujących „stadami”, po kilka, kilkadziesiąt, ale tych, które jeszcze gdzieś tam stoją samotnie, zbudowane dawno temu, by mielić zboże i zapewnić dostatek i prestiż właścicielowi. Jeśli więc będziecie podróżowali po Dolnym Śląsku, jeśli zatrzymacie się i zobaczycie gdzieś samotny szkielet albo poszarpane śmigi… pomyślcie, że „Fortuna sprzyja…” - znaleźliście właśnie jeden z charakterystycznych niegdyś elementów dolnośląskiego krajobrazu.

Koźlak w Buszkowicach

Jadąc drogą krajową 292 ze Ścinawy w kierunku Cedyni przejeżdżamy przez wieś Buszkowice. Na południe od zabudowań, na prawo od drogi, na szczycie niewielkiego wzniesienia wśród pól stoi samotny wiatrak-koźlak z 1812 roku. Dojazd jest dobrze oznakowany. Był to jeden z dwóch działających wówczas w tej wsi wiatraków (drugi stał kiedyś ok. 200 m od niego, na zachód; nie ma po nim śladu poza znaczkiem na mapach do lat trzydziestych XX wieku).

"Koźlak" oznacza, że jest to wiatrak bez podmurówki, trzon jego konstrukcji stanowi umieszczona centralnie oś pionowa, umocowana w koźle, czyli dwóch skrzyżowanych belkach i podtrzymywana czterema zastrzałami. Oś umożliwia ustawienie go pod wiatr. Charakterystyczny jest także dyszel, służący do obracania wiatraka.

Buszkowicki koźlak ma konstrukcję słupowo-szkieletową, drewniane ściany, dwuspadowy, kryty gontem dach. Aktualnie jest pozbawiony śmigieł (zabrakło na nie pieniędzy w czasie ostatniego remontu w 2013 roku).

Po przeciwnej stronie względem śmigieł znajduje się wspomniany wcześniej drąg do obracania bryły. Od tej strony znajduje się także ganek ze schodami oraz – ponad nim – żuraw do transportu ziarna i mąki. Doświetlone kilkoma prostokątnymi oknami wnętrze jest podzielone na trzy kondygnacje: najniższa to cztery kozły wspierające sztember (pionowy słup o średnicy około 1 metra, na którym obraca się "koźlak"), środkowa z urządzeniami do przesypywania i odsiewania mąki, najwyższa – z mechanizmem koła palecznego (napędzającego kamienie).

Większość wyposażenia jest w dobrym stanie, kamienie wykonane w warsztacie Gottwalda w Głogowie. Obecny stan i ostatni generalny remont ten obiekt zawdzięcza sołtysowi Buszkowic, panu Janowi Śliwie, który zdobył środki na renowację tego zabytku. Interesujący jest ślad po przeróbce wiatraka – zachował się wykop z kołem przenoszącym napęd z maszyny parowej lub silnika spalinowego.

Wiatrak w Buszkowicach / fot. Bogdan Basisko Adler

Miejsce podłączenia dla innego napędu / fot. Bogdan Basisko Adler

Leżące na zewnątrz koło młyńskie / fot. Bogdan Basisko Adler

Holender w Gogołowie

Około 10 km od Świdnicy leży miejscowość Gogołów. Już z daleka można zobaczyć dumnie sterczące ku niebu śmigła i mocno zarysowaną sylwetkę tutejszego wiatraka. Gospodarze tego miejsca mówią o nim "Wiatrak Gogołów pod Ślężą". Rzeczywiście, na Ślężę stąd przysłowiowy rzut beretem…

Jest to wiatrak typu holenderskiego, ceglany, pokryty gontem, o nieruchomym korpusie i ze specyficznym dachem, który obraca się o 360 stopni, umożliwiając ustawienie śmigieł idealnie pod wiatr. Został tu wybudowany w 1830 roku (niektóre źródła podają rok 1857).

Jak większość dolnośląskich wiatraków, popadł w ruinę. Po II wojnie światowej traktowany jako "magazyn budulca", w końcu XX wieku trafił w ręce prywatne, dziś jest świetnie utrzymany i stanowi atrakcję turystyczną: można tu przenocować, zjeść posiłek, zorganizować imprezę okolicznościową. Budowla jest kompletna.

Wiatrak ma swoją legendę, którą chętnie dzielą się z odwiedzającymi jego obecni właściciele.
Pierwszym młynarzem był Konrad – solidny, pracowity i dobry, jednak jego nieszczęściem było to, że urodził się z jedną nogą krótszą. Zakochał się w pięknej dziewczynie, ona nie odwzajemniła uczuć kaleki. Wciąż odrzucany Konrad powiesił się z rozpaczy na jednej z belek wiatraka. Od tamtego dnia wiatrak stał pusty, mówiono, że straszy w nim duch Konrada. Pewnego dnia we wsi pojawił się Fryderyk. Młodzieniec chodził od domu do domu, próżno szukając dla siebie zajęcia. O zmierzchu, nieświadomy złej sławy tego miejsca, postanowił przenocować w opuszczonym wiatraku. W nocy obudził go huk pracujących kół młyńskich. Otworzył oczy i zobaczył kulawego młynarza. Pomóż mi, chłopcze, bo roboty jest sporo, a ja, jak widzisz, jestem sam – powiedział. Fryderyk zerwał się i ochoczo zabrał do pracy. Pracował najszybciej jak mógł, lecz nie potrafił sprostać młynarzowi. Gdy skończyli, młynarz załadował worki z mąką na wóz starszego mężczyzny, wziął od niego sakiewkę z zapłatą i wrócił do Fryderyka. Podziel chłopcze pieniądze, podziel je równo, a ja idę umyć się w strumieniu. Fryderyk wysypał srebrne monety na kamień młyński i zaczął liczyć. Trzynaście - szepnął do siebie i w pierwszym odruchu chciał tę trzynastą monetę schować do kieszeni. Przypomniał sobie jednak, jak ciężko pracował młynarz i odłożył monetę na jego kupkę. Jesteś uczciwy, więc w nagrodę dostaniesz wszystko - powiedział młynarz. W tym momencie zapiał kogut… Przecierając oczy, Fryderyk westchnął, wspominając sen, podniósł swój wędrowny węzełek, by ruszyć dalej. Nagle pod nogami zobaczył skórzaną sakiewkę. Kiedy ją otworzył, znalazł w nim trzynaście srebrnych monet! Jeszcze tego samego dnia kupił wiatrak i przez wiele lat mełł w nim mąkę okolicznym mieszkańcom. Podobno jeszcze dziś, choć wiele lat upłynęło, duch Konrada pojawia się w wiatraku, by spełnić ich najskrytsze marzenia tych, którzy go zobaczą. 
Wiatrak typu holenderskiego w Gogołowie / fot. Bogdan Basisko Adler

fot. Bogdan Basisko Adler

fot. Bogdan Basisko Adler

Holender w Gostkowie

Kolejnym miejscem na "Mapie Don Kichota" jest Gostków. Pół godziny od Świdnicy, około 20 minut od Wałbrzycha, przy drodze krajowej nr 375 trafiamy do wsi, która wśród wielbicieli historii zyskała ostatnio sławę dzięki działaniom Angeliki Babuli i fundacji "Anna", ratującej stary ewangelicki cmentarz.

We wsi warto oczywiście zajrzeć na ten cmentarz, warto obejrzeć kościół pw. Świętej Rodziny (dawnej pw. św. Barbary i Katarzyny), ruiny kościoła ewangelickiego z XVII wieku oraz widoczny z drogi Kamienna Góra – Stare Bogaczowice wiatrak typu holenderskiego. Wiatrak ten został wybudowany w II połowie XVIII wieku.

Jest to typowy "holender", murowany, otynkowany, z drewnianą "czapą" i pomostem. Do dziś zachowała się stalowa głowica i jedno śmigło. Po II wojnie światowej działał, zakończył pracę po wysiedleniu ludności niemieckiej, czyli po 1946 roku. Obiekt, który po 1990 roku został przekształcony w domek letniskowy, jest wpisany do rejestru zabytków.

Wiatrak typu holenderskiego w Gostkowie / fot. Bogdan Basisko Adler

Wiatrak typu holenderskiego w Gostkowie / fot. Bogdan Basisko Adler

Holender w Jerzmanowicach

Wyjeżdżając z Legnicy w kierunku Zgorzelca, ze Zgorzelca i Wrocławia w kierunku Legnicy, około 2 km od Chojnowa wjedziemy do Jerzmanowic. Na niewielkim wzgórzu stoi kolejny wspaniały "holender". Z daleka widać jego śmigła. Ceglany ośmiobok wspiera drewnianą konstrukcje słupową, zwieńczoną przez głowicę z czterema śmigłami i czaszę pokrytą gontem.

Takich drewnianych "holendrów" nie było wiele. Wewnątrz zachowały się fragmenty urządzeń napędowych. Wiatrak pochodzi z pierwszej połowy XVIII wieku.

 W latach osiemdziesiątych XX wieku jego ruinę wypatrzył pan Eward Żekieć – i wiatrak stał się jednym z jego życiowych marzeń. Odkupił go od gminy z zamiarem wyremontowania i otwarcia w nim restauracji. Sam zarobił pieniądze na to przedsięwzięcie (przez dziesięć lat pracował w Austrii). Dziś jest tam kawiarenka (na I piętrze) i restauracja (na II piętrze). Specjalnością jest kuchnia wiedeńska.

Wiatrak typu holenderskiego w Jerzmanowicach / fot. Bogdan Basisko Adler

Holender w Komorowie

Wyjeżdżając ze Świdnicy w kierunku Świebodzic trafiamy do Komorowa. W tej niedużej wsi stoi samotnie w polu nieźle widoczny z drogi krajowej nr 35 cylindryczny obiekt. Przy bliższym poznaniu okazuje się być wiatrakiem typu holenderskiego. Zbudowano go z cegły w pierwszej połowie XIX wieku, w pewnym okresie (początki XX wieku) pełnił funkcję wieży ciśnień dla pobliskiego majątku.

Obecnie – pozbawiony śmigieł – został zaadaptowany na budynek mieszkalny.

Wiatrak typu holenderskiego w Komorowie (obecnie zaadoptowany na budynek mieszkalny) / fot. Bogdan Basisko Adler

Holender w Mysłowie

Na trasie pomiędzy Jelenią Górą a Jaworem, mniej więcej w połowie drogi jadąc drogą krajową nr 3, leży Mysłów. W Mysłowie natkniemy się na kolejny z wiatraków, a ściślej – niestety – na jego ruinę. Wśród pól stoi nadkruszona kamienna "wieża", której wiek można określić jedynie z dużym przybliżeniem – na przełom XIX i XX wieku.

Był to niegdyś wiatrak typu holenderskiego, przykryty ruchomą, obrotową czapą utrzymująca śmigła. Ruina stoi przy żółtym szlaku z Mysłowa do Połoniny, za nią rozpościera się panorama Gór Ołowianych. Mieszkańcy Mysłowa wspominają, że był czynny jeszcze przez wiele lat po wojnie…

Ruina wiatraka typu holenderskiego w Mysłowie / fot. Bogdan Basisko Adler

Ruina wiatraka typu holenderskiego w Mysłowie / fot. Bogdan Basisko Adler

Paltrak w Pławikowie

Niemal na wjeździe do Lubiąża, od strony wsi Prawików, tuż przy drodze, stoi drewniany paltrak (typ wiatraka obracającego się na podstawie z łożyskiem: drewniany korpus paltraka spoczywał na specjalnych metalowych rolkach, które toczyły się po okrągłym torze jezdnym). Jest to jedna z tzw. "budowli młyńskich", licznych w majątku cystersów.

Powstał w 1798 roku jako czteropiętrowa, drewniana budowla z podcieniem. Na murowanej podstawie do dziś znajdują się łożyska, na których wiatrak obracał się w kierunku wiatru. Stabilizowały go 4 zastrzały. Na głowicy umieszczone są atrapy śmigieł.

W latach trzydziestych XX wieku był restaurowany, w latach sześćdziesiątych przebudowany, a ściślej – rozbudowany o nowe skrzydło budynku. Ta przebudowa uniemożliwiła obrót wiatraka, wiązała się z rezygnacją z napędu wiatrowego i zastosowaniem elektrycznego. Do 1973 roku działał jako młyn elektryczny.

Kilkadziesiąt metrów dalej, przy wyjeździe na Wołów, stal jeszcze jeden podobny wiatrak, niestety – runął w latach czterdziestych ubiegłego wieku. Zachowany wiatrak ledwie się trzyma. Z daleka przypomina starą szopę, jego „rany” opatrzono przy pomocy blachy, a tabliczka informująca o "opiece" Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków trochę zakrawa na żart.

Wiatrak typu paltrak w Lubiążu. Widoczna na zdjęciu podmurówka z łożyskami / fot. Tomasz Mizerka

Prochowiec w Strzegomiu

Ostatnia na naszej liście jest ruina wiatraka prochowego w Strzegomiu. Obiekt potocznie jest nazywany "Basztą", stoi na terenie fortu. Są to pozostałości korpusu "holendra" z XVIII wieku. Wiatrak, a raczej to, co z niego zostało, stoi na wzgórzu Bazaltowym na terenie fortu, przy ulicy Niepodległości. Podobno w tym miejscu straszy – nocami włóczą się tu duchy czarownic, dla których było tu miejsce straceń…

Ruina wiatraka typu holenderskiego w Strzegomiu / fot. Bogdan Basisko Adler

Ruina wiatraka typu holenderskiego w Strzegomiu / fot. Bogdan Basisko Adler
* * *

W krajobrazie dziewiętnastowiecznego Dolnego Śląska wiele było wiatraków. Były chlubą ówczesnych wsi, zaś młynarze byli zwykle lokalnymi bogaczami. Wówczas stanowiły miarę postępu, dziś – te które ocalały – są cennymi zabytkami techniki.

 Nieliczne miały szczęście, rozkochując w sobie kogoś, kto zechciał podarować im nowe życie. Inne, dziurawe, niszczejące, wiatrem podszyte, ciągle czekają na swój dobry los. Nie wszystkie da się uratować. Wiele już przepadło bez śladu. Warto więc te, które jeszcze pozostały, sfotografować, opisać, pokazać innym. Ocalić od zapomnienia. Warto w czasie podróży nieco zwolnić, rozejrzeć się w poszukiwaniu charakterystycznych sylwetek na horyzoncie i – jak Don Kichote pomyśleć "Fortuna sprzyja..."

✎ Iwona Błach, 2017

Tajemnice Zamku Książ od kuchni

sierpnia 15, 2017
Właśnie zakończyła się kolejna, piąta już edycja Dolnośląskiego Festiwalu Tajemnic. Festiwal jest projektem autorskim Joanny Lamparskiej, dziennikarki i podróżniczki, autorki wielu książek o tajemnicach Dolnego Śląska, od kilkunastu już lat promującej region dolnośląski oraz tajemnice jego historii.

fot. Tomasz Kramarczuk

Poszukiwacze skarbów i odkrywcy tajemnic

To największe w Polsce spotkanie eksploratorów, historyków i miłośników tajemnic historii, które rokrocznie gromadzi ok. 20 tysięcy gości. W tym roku, w dniach 12 i 13 sierpnia, goście mieli okazję spotkać się m.in. ze specjalistami zajmującymi się odzyskiwaniem zaginionych dóbr kultury, obejrzeć znakomite rekonstrukcje historyczne z czasów Legionów Polskich i Marszałka Józefa Piłsudskiego, zobaczyć eksponaty śląskiego gabinetu osobliwości i zwiedzić wystawę, połączoną z promocją najnowszej książki Joanny Lamparskiej i Piotra Kałuży pt.: „Miasta do góry nogami. Podziemia Europy i ich tajemnice”. To pierwsza taka książka, w której przygoda łączy się niezwykłą historią podziemi, od prehistorycznych świątyń po ultranowoczesne schrony dla bogaczy, o których to miejscach niesamowite opowieści usłyszeć można było z ust samej Autorki.

Jak co roku, tak i w tym to właśnie wystąpienie Joanny Lamparskiej zgromadziło najwięcej słuchaczy. I trudno się dziwić - też byliśmy pod wrażeniem. Ale i inne wystąpienia dostarczały emocji i sensacji (np. kom. dra Adama Grajewskiego, koordynatora policyjnego specjalizującego się w przestępczości przeciwko zabytkom) oraz wzruszeń (opowieść p. Elżbiety Szumskiej o odkryciu nowej sztolni w Złotym Stoku oraz o zakończonych sukcesem poszukiwaniach rodziny Güttlerów, dawnych właścicieli złotostockich kopalni).

V Dolnośląski Festiwal Tajemnic na Zamku Książ / fot. Wojciech Głodek

Swoje kolejne tajemnice odsłaniał również zamek Książ - było o podziemiach, ale nie zabrakło też innych nawiązań do historii z okresu II wojny światowej. O podziemiach zamkowych z pasją opowiadał Michał Banaś, ukazując szereg niewykorzystywanych na razie możliwości, jakie dają obserwacje i badania prowadzone tam przez geofizyków z PAN-u. Zainteresowani mogli również na własne oczy przekonać się, co dzieje się pod Książem, a to dzięki makiecie, na której Michał Banaś prezentował możliwości zastosowania odkryć naukowych w codziennym funkcjonowaniu m.in. zakładów wydobywczych.

Przedstawiane przez eksploratorów i badaczy takie sekrety zawsze mają swoisty urok – nie są uładzonymi informacjami promocyjnymi, lecz żywymi opowieściami, które pozwalają poznać nie tylko efekty eksploracyjnych zmagań, ale i przebieg ich samych. Dają pełniejszy (choć nigdy przecież zupełny) ogląd i umożliwiają wgląd najciekawszy, bo „od kuchni”.

A skoro już przy tym temacie jesteśmy, zadamy pytanie – czy mieliście okazję zobaczyć zamek Książ od kuchni? Nie? To wybierzcie się czym prędzej, bo jest wystawa, jedyna w swoim rodzaju, zachwycająca, nostalgiczna i urocza, z której powstaniem też wiąże się historia tajemnicy i fascynującego odkrycia.

Kucharz w kuchni i kucharz na salonach

Już od 14 lutego dostępna jest na Zamku nowa wystawa zatytułowana właśnie „Książ od kuchni”. Znajdują się na niej fotografie, które 100 lat temu wykonywał kucharz rodziny Hochbergów, Louis Hardouin.

fot. Wojciech Głodek
Tak, Hardouin to ten kucharz od najwspanialszego tortu, który do dzisiaj zachwyca i zadziwia drobiazgowością, starannością wykonania i ilością szczegółów. Oprócz tego jednak, że był pasjonatem gotowania, odnalazł w sobie pasję uwieczniania na kliszy chwil z życia własnej rodziny i rodziny Hochbergów – chwil wyjątkowych, uroczystych, ale i zupełnie zwyczajnych, wypełniających codzienne życie Książa i jego mieszkańców.

Fotografie wykonywał na szklanych kliszach, których na ręce Krzysztofa Urbańskiego, wówczas (w r. 2016) Prezesa Zamku Książ, Mateusza Mykytyszyna, Prezesa Fundacji Księżnej Daisy oraz reportera Radia Wrocław, Michała Wyszowskiego, wnuczka Hardouina, Jean Wessel, złożyła blisko… półtora tysiąca!

Na wystawie obejrzeć można „zaledwie” 200, podzielonych na bloki tematyczne: pierwszy dokumentuje zamek Książ i jego otoczenie w różnych porach roku, drugi dotyczy Hochbergów i ich dworu, trzeci wreszcie – rodziny samego fotografa. Hardouin fotografował Książ m.in. podczas jego ostatniej przebudowy, dzięki czemu zarówno zarządzający zamkiem, jak i turyści, zyskali możliwość poznania zupełnie nowego oblicza tej wspaniałej budowli.

Dzięki tym zdjęciom widzimy Książ w czasach jego największej świetności – gdy był zamieszkiwany przez rodzinę Hochbergów oraz cały dwór, bo pamiętać trzeba, że Hochbergowie mieli tutaj 300 osób służby (spośród których setka zamieszkiwała 4 piętro), a wokół zamku pracowało dodatkowo blisko 200 osób…

Wzruszające są zdjęcia rodzinne Hochbergów, księżnej Daisy, dzieci, których postaci udało się Autorowi uchwycić podczas edukacji, ale i zabawy, z obliczami zatroskanymi i poważnymi, ale i rozświetlonymi uśmiechami. Różna jest też na zdjęciach sama Daisy, pojawia się również Klotylda – druga żona Jana Henryka XV.



Fragmenty wystawy "Zamek Książ od kuchni" / fot. Wojciech Głodek

Hardouin fotografował nie tylko zamek, ale i jego okolice, m.in. tarasy czy domek letni Księżnej Daisy (tzw. My Fantasy), w którym przebywała, gdy potrzebowała wytchnienia od zgiełku dworskiego życia (dzisiaj niestety zostały z niego już tylko fundamenty), a także jeziorko Księżnej Daisy, po którym 100 lat temu pływały niewielkie łódki. Na zdjęciach pojawiają się również białe ławki w przypałacowym parku (stąd i dzisiejszy ich kolor).

Dużo na zdjęciach jest zieleni otaczającej Książ, widać także wszystkie rzeźby zdobiące dziedziniec i dalsze okolice, z których dzisiaj też większości już nie zobaczymy. Oglądamy również fotografie zamkowych zwierząt. Sam zamek prezentuje nam się na fotografiach zarówno od zewnątrz, jak i od środka (mamy możliwość podziwiania wystroju wnętrz sprzed wieku), o każdej porze roku.

Sporo uwagi Hardouin-fotograf kierował również w stronę swojej rodziny. Szczególne miejsce zarówno na fotografiach, jak i w jego życiu, zajmowała żona, Eugenie, którą darzył wielkim uczuciem. Nieprzypadkowo otwarcie wystawy przypadło na 14 dzień lutego – tym, co najbardziej widoczne na zdjęciach jest przede wszystkim historia miłości Hardouinów (o której opowiadała także Jean Wessel).

Na wystawie mamy nie tylko zdjęcia czarno-białe: w czasie, gdy Louis Hardouin fotografował życie Książa, zaczynały się pierwsze eksperymenty z fotografią kolorową i tego dowód również na wystawie można znaleźć. Wspaniałe są zdjęcia dokumentujące codzienne życie, obowiązki, ale i przyjemności służby zamkowej. Mamy m.in. fotografie kucharzy, którymi zarządzał Hardouin, 12 pokojówek księżnej Daisy oraz lokajów (w osiemnastowiecznej liberii).

Ta wielowątkowość w portretowaniu życia dworu pozwala zrozumieć złożoność wielkiego organizmu, jakim był Książ w czasach ostatnich Hochbergów na zamku, jak komentuje wystawę jej kuratorka, Beata Lejman. Rodzina Hardouinów przestała pracować dla Hochbergów w roku 1932, gdy kucharz zdecydował się na wyjazd (wraz z żoną i dziećmi) do Wielkiej Brytanii, do Londynu.

Zamieszkawszy tam, fotografie (a właściwie klisze) schował w domu, a następnie w magazynie, gdzie przeleżały kilkadziesiąt lat. Zainteresowała się nimi dopiero w latach 90. XX w. wnuczka Hardouina, wzmiankowana już Jean Wessel, która zabrała je do Kanady (gdzie mieszkała). Ostatecznie nawiązała kontakt z Zamkiem Książ, wreszcie zadecydowano o odwiedzinach i dzięki temu dzisiaj możemy cieszyć oczy Książem widzianym od kuchni.

Po lewej Jean Wessel, wnuczka Louisa Hardouina, po prawej Zbigniew Koźlik, szef kuchni Hotelu Park Plaza we Wrocławiu gdzie powstała replika tortu Hardouina / fot. archiwum Zamku Książ


Tort wykonany przez cukierników Hotel Park Plaza we Wrocławiu na otwarcie wystawy / fot. archiwum Zamku Książ

Oryginalny tort Lousa Hardouina / fot. Louis Hardouin, ze zbiorów Zamku Książ

Jak dotrzeć?

Najbardziej polecamy dojechać pociągiem do stacji Świebodzice. Stąd na pieszo do zamku Książ idzie się około godziny. Najpierw przez miasto ulicami Kolejową, Świdnicką i Wałbrzyską, a potem przez ozdobną bramę stanowiącą dawne wejście do książańskiego majątku wchodzimy na drogę szutrową, które przez Książański Park Krajobrazowy, obok stadniny poprowadzi nas do samego zamku.

Można również skorzystać z czerwonego szklaku turystycznego (wchodzimy na niego na ul. Świdnickiej w Świebodzicach), który w części pokrywa się z opisaną powyżej drogą, a przejście go zajmie nam trochę ponad godzinę.

Najłatwiej pociągiem do stacji Wałbrzych Miasto. Po wyjściu z dworca kierujemy się w lewo i przechodzimy na drugą stronę ulicy na przystanek Armii Krajowej - Dworzec Miasto skąd na zamek można dojechać autobusem linii 8 (wybrane kursy, średnio co godzinę, jedziemy do pętli około 30 min.). Można też autobusami linii 8 lub 12 dojechać do pętli Szczawienko i stamtąd drogą dojazdową (ok. 30 min.) dojść do zamku na pieszo.

Do Świebodzic i Wałbrzycha dociera prawie 20 pociągów regionalnych z Wrocławia i 13-14 z Jeleniej Góry. Zatrzymują się tu też pociągi dalekobieżne z Poznania (regionalny) oraz Katowic, Przemyśla, Łodzi, Białegostoku czy Warszawy (PKP Intercity, w tym EIP "Pendolino" - tylko w Wałbrzychu)



✎ Jolanta Kluba, 2017

Lista Grundmanna – czy jeszcze coś zostało do odkrycia?

czerwca 21, 2017
Kto z Was rozczytywał się w młodości w przygodach Pana Samochodzika i z wypiekami na twarzy śledził poczynania dzielnego muzealnika? Kto marzył by - tak jak on - odkrywać wojenne skrytki lub zatopione w Jezioraku hitlerowskie transporty skarbów? 

Zbigniew Nienacki nigdy nie wysłał swojego bohatera na Dolny Śląsk, a wielka szkoda, bo pan Tomasz miałby tutaj niemało do roboty. Fakt, że nie dotarł w ten region nigdy swoim przedziwnym pojazdem nie oznacza bowiem wcale, że nie ma tutaj równie tajemniczych miejsc, jak Niesamowity Dwór w Janówce czy Czarci Ostrów na Śniardwach. Większość zaś tych miejsc wiąże się z historyczną postacią niemieckiego konserwatora zabytków Prowincji Dolnośląskiej - urodzonego w 1892 roku w Jeleniej Górze Günthera Grundmanna.

Jelenia Góra, impreza rekonstrukcyjna Rajd Arado, 2016 / fot. Krzysztof Kobiela

Grundmann studiował historię sztuki w Uniwersytecie Wrocławskim i Monachijskim. W czasie I wojny światowej służył w wojsku, a potem został nauczycielem historii w cieplickiej (obecnie część Jeleniej Góry) Szkole Snycerskiej. W 1932 roku został konserwatorem zabytków Prowincji Dolnośląskiej, którą to funkcję pełnił do końca wojny.

Od 1942 roku Grundmann rozpoczął działania mające na celu uchronienie najcenniejszych zabytków, zarówno tych będących w muzeach państwowych, jak i tych pozostających w rękach prywatnych, przed zniszczeniem, szczególnie w wyniku nalotów alianckich. W tym celu rozpoczął tworzenie składnic w różnych miejscach. Początkowo nie były to wcale jakieś specjalne skrytki, chodziło przede wszystkich o wywiezienie zabytków z dużych miast i terenów najbardziej zagrożonych nalotami. Nikt wtedy jeszcze nie myślał o tym, że Armia Czerwona może dotrzeć na Dolny Śląsk 

Grundmann dokładnie dokumentował miejsca składowania muzealiów, ich lista została odnaleziona w gruzach wrocławskiego urzędu konserwatorskiego. Była zaszyfrowana, jednak niezbyt skomplikowanym szyfrem. Polski historyk sztuki, Józef Gębczak, który od 18 czerwca 1945 roku był kierownikiem Delegatury Naczelnej Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury i Sztuki, odczytał ją bez większych problemów.

Gębczak wraz ze swoim zespołem odwiedził wszystkie miejsca wskazane na spisie, zwanym już od tego czasu „Listą Grundmanna”. Nie we wszystkich jednak coś znalazł, a i sama lista urywała się na pozycji 74 pod datą 21 czerwca 1944 roku.

Lista Grundmanna

Oto pełna lista składnic Grundmanna ułożona w kolejności alfabetycznej. Podajemy dzisiejszą nazwę miejscowości oraz w nawiasie nazwę niemiecką, potem lokalizację skrytki wraz z informacją na temat tego, co wiemy dziś o jej zawartości. Jeśli znacie jakieś dodatkowe informacje, piszcie w komentarzach pod artykułem.

1. Biedrzychowice (Friedersdorf), powiat lubański, gmina Olszyna, w zamku Gräfin v. Pfeil; zbiory Urzędu Konserwatorskiego z Berlina, archiwum poety Arno Holza, 4500 woluminów pochodzących z Hochschule fur Muzik, część księgozbioru Biblioteki Państwowej z Berlina; odnalezione zbiory przekazano Uniwersytetowi Łódzkiemu.

2. Bobolice (Schräbsdorf), powiat ząbkowicki, gmina Ząbkowice Śląskie, w zamku Gräfin v. Strachwitz; zbiory z berlińskiego Muzeum Etnograficznego; Rosjanie chcieli przewieźć je do Leningradu, jednak nigdy nie dotarły na miejsce.

3. Borowa (Bohrau), powiat wrocławski, gmina Długołęka, w zamku Gräfin v. Schwerin; zbiory Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu, Muzeum Miejskiego we Wrocławiu, Archiwum Państwowego we Wrocławiu; losy nieznane.

4. Borowina (Hartau), powiat żagański (województwo lubuskie), gmina Szprotawa, w zamku Gräfin v. Stosch; zbiory Archiwum Miejskiego i Biblioteki Miejskiej z Wrocławia; odnalezione zbiory przekazano Uniwersytetowi Wrocławskiemu.

5. Bożków (Eckersdorf), powiat kłodzki, gmina Nowa Ruda, w pałacu Grafa v. Magnis; zbiory Urzędu Konserwatorskiego z Berlina; część wywieziona przez Niemców, część zaginiona.

Widok na Bożków (pałac po prawej) / fot. Armina Hartenberg, 2015

6. Brzezica (Klein Bresa), powiat strzeliński, gmina Borów, w pałacu Gräfin v. Moltke; miejskie zbiory z Wrocławia; zbiory przekazano do Wrocławia.

7. Cerekwica (Zirkwitz), powiat trzebnicki, gmina Trzebnica, w zamku Grafa v. Ballestrem; zbiory Biblioteki Katolicko-Teologicznej z Wrocławia; losy nieznane.

8. Chełmiec (Kolbnitz), powiat jaworski, gmina Męcinka, w zamku Frh. v. Czettritz; zbiory biblioteki kościoła św. Piotra i Pawła z Legnicy; losy nieznane.

9. Cieplice Śląskie-Zdrój (Bad Warmbrunn), obecnie część miasta Jelenia Góra, w Katolickim Urzędzie Parafialnym; zbiory Archiwum Państwowego z Wrocławia, eksponaty z katedry na Wawelu, Wilanowa, Łazienek, Muzeum Narodowego w Krakowie i z Muzeum Czartoryskich; część zbiorów wywieźli Niemcy, część zarekwirowali Rosjanie, część została rozszabrowana, „resztki” trafiły do Warszawy i Wrocławia.

10. Dębowy Gaj (Siebeneichen), powiat lwówecki, gmina Lwówek Śląski, w zamku Theodora Watjen; instrumenty i nuty z Państwowej Szkoły Muzycznej we Wrocławiu; losy nieznane.

11. Gaworzyce (Oberquell), powiat polkowicki, w zamku Frh. v. Tschammer; zbiory Urzędu Konserwatorskiego z Berlina i Biblioteki Miejskiej z Wrocławia; zbiory przekazano do Warszawy. 

12. Głębowice (Alteichenau), powiat wołowski, gmina Wiński, w zamku Gräfin v. Pourtales; grafiki z Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu; losy nieznane.

13. Gościszów (Giessmannsdorf), powiat bolesławiecki, gmina Nowogrodziec, w Ewangelickim Domie Modlitewnym; zbiory Biblioteki Państwowej z Berlina; zbiory spłonęły.

14. Grodziec (Gröditzburg), powiat złotoryjski, gmina Zagrodno, w zamku i placu ambasadora v. Dirksena; zbiory Biblioteki Państwowej w Berlinie; zbiory przekazano do Krakowa i Warszawy.

Zamek Grodziec / fot. Marek Hohensee, 2013

15. Gruszów (Birkholz), powiat świdnicki, gmina Marcinowice, w pałacu rodziny v. Dresky; zbiory Biblioteki Miejskiej z Wrocławia; książki przekazano Uniwersytetowi Wrocławskiemu.

16. Henryków (Heinrichau), powiat ząbkowicki, gmina Ziębice, w Katolickim Urzędzie Parafialnym; zbiory Uniwersytetu Wrocławskiego i Katedry Wrocławskiej; przekazano Uniwersytetowi Wrocławskiemu i archidiecezji wrocławskiej.

17. Kamieniec Ząbkowicki (Kamenz), powiat ząbkowicki, w katolickim kościele parafialnym; zbiory Muzeum Sztuk Pięknych z Wrocławia; losy nieznane.

18. Kamienna Góra (Landeshut), w budynku starostwa powiatowego; zbiory Państwowego Muzeum w Dessau; zbiory przekazano do Dessau.

19. Karpniki (Fischbach), powiat jeleniogórski, gmina Mysłakowice, w zamku Grossherzoga v. Hessen; zbiory Muzeum Zamkowego z Darmstadt; większość wywieziona jeszcze przez Niemców, „resztki” przekazano Uniwersytetowi Wrocławskiemu.

20. Kiełczyn (Költschen), powiat dzierżoniowski, gmina Dzierżoniów, w plebani katolickiej; zbiory Archiwum Diecezji Wrocławskiej; składnica opróżniona jeszcze przez Niemców.

21. Kłodzko (Glatz), w gimnazjum w dawnej kaplicy; zbiory książek wydawcy HIRT z Wrocławia; losy nieznane.

Panorama Kłodzka z dachu kamienicy przy ulicy Korfantego / fot. Magda Matusiak, 2016

22. Kościelniki Dolne (Nieder Steinkirch), powiat lubański, gmina Lubań, w kościele ewangelickim; gotycki ołtarz szafkowy z kościoła w Lubaniu; losy nieznane.

23. Krasków (Kratzkau), powiat świdnicki, gmina Marcinowice, w zamku Grafa v. Salisch; prywatne zbiory sztuki z Wrocławia; losy nieznane.

24. Kryniczno (Krintsch), powiat średzki, gmina Środa Śląska, na plebanii i w Katolickim Urzędzie Parafialnym; wyposażenie z Katedry Wrocławskiej; losy nieznane.

25. Krzeszów (Grüssau), powiat kamiennogórski, gmina Kamienna Góra, w kościele św. Józefa; zbiory z Biblioteki Państwowej z Berlina i Archiwum Państwowego we Wrocławiu (m.in. rękopisy dzieł Mozarta, Beethovena i Bacha); losy nieznane.


26. Kuchary (Kuchendorf), powiat dzierżoniowski, gmina Łagiewniki, w zamku Frf. v. Zeidlitz u. Leipe; zbiory Kuratora Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu; losy nieznane.

27. Kunów (Kuchna), powiat zgorzelecki, gmina Zgorzelec, w zamku major v. Hartwiga; zbiory Muzeum Miejskiego ze Zgorzelca i Archiwum Miejskiego ze Zgorzelca; losy nieznane.

28. Lasów (Lissa), powiat zgorzelecki, gmina Pieńsk, w zamku Johanna Droeschera; archiwum Ministerstwa Kultury z Berlina; losy nieznane.

29. Lubomierz (Liebenthal), powiat lwówecki, w kościele benedyktynek; wyposażenie z klasztoru cystersów w Lubiążu (stalle, rzeźby, obrazy, konfesjonały składnica opróżniona jeszcze przez Niemców.

30. Luboradz (Lobris), powiat jaworski, gmina Mściwojów, w zamku Grafa v. Wolkenstein-Trostburg; prywatne zbiory sztuki z Wrocławia; przekazano do Warszawy.

31. Lwówek Śląski (Löwenberg), w kościele katolickim; rzeźby i ołtarze z kościołów wrocławskich; losy nieznane.

32. Łojowice (Louisdorf), powiat strzeliński, gmina Wiązów, w zamku barona v. Karnapp; instrumenty Państwowej Szkoły Muzycznej z Wrocławia, zabytkowe meble z Wrocławia; większość została rozszabrowana, „resztki” przekazano do Wrocławia.

33. Mańczyce (Manze), powiat strzeliński, gmina Borów, w zamku Kurta v. Rohr; zbiory Biblioteki Uniwersyteckiej z Wrocławia; losy nieznane.

34. Michałkowa (Michelsdorf), powiat wałbrzyski, gmina Walim, w zamku barona v. Zedlitz u. Kynau; archiwa Urzędu Konserwatorskiego z Berlina; zbiory wywiezione jeszcze przez Niemców.

35. Mietków (Mettkau), powiat wrocławski, w zamku Frau v. Schenk; zbiory Urzędu Konserwatorskiego z Wrocławia; część zbiorów została wywieziona jeszcze przez Niemców, większość rozszabrowana, „resztki” przekazano do Krakowa.

Zalew Mietków i góra Ślęża / fot. Maria Kurowska, 2017

36. Młynica (Mellendorf), powiat dzierżoniowski, gmina Łagiewniki, w zamku Prinza Georga zu Schoenaich-Carolath; archiwa Kuratora Uniwersytetu i Politechniki z Wrocławia; losy nieznane.

37. Mrowiny (Konradswaldau), powiat świdnicki, gmina Żarów, w pałacu K. A. v. Kulmiz; zbiory Archiwum Miejskiego z Wrocławia; losy nieznane.

38. Mysłakowice (Erdmannsdorf), powiat jeleniogórski, w zamku Reichsschule der SA (dawny pałac Hohenzollernów); zbiory Urzędu Konserwatorskiego z Berlina; losy nieznane.

39. Mysłów (Seitendorf), powiat jaworski, gmina Bolków, w zamku (dawne probostwo) Ewy Hacke; archiwa Urzędu Konserwatorskiego z Berlina i prywatne zbiory; losy nieznane.

40. Namysłów (Namslau), (województwo opolskie), w Browarze Haselbacha; zbiory Muzeum Państwowego z Dessau oraz Instytutu Medycznego Uniwersytetu Wrocławskiego; losy nieznane.

41. Nowa Ruda (Neurode), powiat kłodzki, w gmachu więzienia; archiwa Ministerstwa Sprawiedliwości z Berlina; losy nieznane.

Nowa Ruda / fot. Piotr Weber, 2015

42. Nowy Kościół (Neukirch), powiat złotoryjski, gmina Świerzawa, w zamku Frh. v. Zeidlitz u. Neukirch; prywatne zbiory sztuki z Wrocławia i zbiory z Biblioteki Miejskiej z Wrocławia; zbiory spłonęły.

43. Oleśnica (Oels), w kościele parafialnym św. Jerzego; zbiory Instytutu Botanicznego Uniwersytetu Wrocławskiego, m.in. herbarium Silesianum (Zielarz Śląski); zbiory spłonęły.

44. Ołdrzychowice Kłodzkie (Ullersdorf), powiat kłodzki, gmina Kłodzko, w zamku Grafa v. Magnis; archiwa Urzędu Konserwatorskiego z Berlina; zbiory wywieźli Rosjanie.

45. Paczków (Patschkau), powiat nyski (województwo opolskie); archiwum Urzędu Konserwatorskiego z Opola; przekazano do Warszawy.

46. Pielaszkowice (Pläswitz), powiat średzki, gmina Udanin, w zamku Frh. v. Buddenbrock; zbiory Biblioteki Uniwersyteckiej z Wrocławia; przekazano Uniwersytetowi Wrocławskiemu.

47. Polakowice (Dreiteichen), powiat wrocławski, gmina Żórawina, w zamku B. Pomme; zbiory Biblioteki Uniwersyteckiej z Wrocławia; losy nieznane.

48. Prudnik (Neustadt), (województwo opolskie), w majątku Bruno Fippera; zbiory sztuki z Wrocławski (m.in. kolekcja śląskich średniowiecznych rzeźb); przekazano do Bytomia.

49. Ramułtowice (Ramfeld), powiat średzki, gmina Kostomłoty, w zamku Grafa Henkel v. Donnersmarck; zbiory Archiwum Miejskiego z Wrocławia i Biblioteki Miejskiej z Wrocławia; część rozszabrowana, resztę przekazano do Wrocławia.

50. Rościsławice (Riemberg), powiat trzebnicki, gmina Oborniki Śląskie, w budynku nadleśnictwa; zbiory Archiwum Państwowego z Wrocławia; losy nieznane.

51. Roztocznik (Olbersdorf), powiat dzierżoniowski, gmina Dzierżoniów, w zamku Grafa v. Zeidlitz; zbiory Archiwum Państwowego z Wrocławia; losy nieznane.

52. Roztoka (Rohnstok), powiat świdnicki, gmina Dobromierz, w pałacu Grafa v. Hochberg; wyposażenie zamku Książ; część zbiorów wieźli jeszcze Niemcy, resztę przekazano do Krakowa i Warszawy.

Pałac w Roztoce / fot. Tomasz Budzyń, 2016

53. Siedlęcin (Boberrönrsdorf), powiat jeleniogórski, gmina Jeżów Sudecki, w Wieży Książęcej (wtedy budynek mieszkalny) Grafa v. Schaffgotsch; zbiory Urzędu Konserwatorskiego z Berlina i Wrocławia i prywatne zbiory Schaffgotschów; przekazano do Wrocławia.

54. Siedlisko (Carolath), powiat nowosolski (województwo lubuskie), w zamku Furstin v. Carolath-Beuthen; zbiory Urzędu Konserwatorskiego z Berlina; losy nieznane.

55. Sobieszów (Hermsdorf), obecnie część miasta Jelenia Góra, w Zarząd Dóbr Grafa v. Schaffgotsch; zbiory Archiwum Państwowego we Wrocławiu; przekazano do Wrocławia.

56. Sobótka (Zobten), powiat wrocławski, w Katolickim Urzędzie Parafialnym i w kościele św. Anny; zbiory Muzeum Diecezjalnego z Wrocławia, Archiwum Diecezjalne z Wrocławia, zbiory Biblioteki Katedralnej z Wrocławia (w tym zaginione bulle papieskie z 1155 i 1245 roku), Państwowej Szkoły Budowlanej z Wrocławia, Biblioteki Medycznej Żydowskiego Szpitala z Wrocławia; część zbiorów rozszabrowano, resztę przekazano do Krakowa i Wrocławia.

57. Starościn (Sterzendorf), powiat namysłowski (województwo opolskie), gmina Świerczów, w zamku Graf v. Saurma-Jeltsch; zbiory Biblioteki Uniwersyteckiej z Wrocławia; losy nieznane.

58. Stolec (Stolz), powiat ząbkowicki, gmina Ząbkowice Śląskie, w zamku SA Obergruppe „Schlesien” (dawnym pałacu); zabytkowe meble z wrocławskich muzeów; większość zarekwirowana przez Rosjan (losy nieznane), „resztki” przekazane do Wrocławia.

59. Strzelin (Strehlen), na plebani kościoła parafialnego; zbiory Muzeum Diecezjalnego z Wrocławia, w tym 30 rzeźby; rzeźby przekazano do Wrocławia, losy pozostałych zbiorów nieznane.

60. Studniska Dolne (Nieder Schönbrunn), powiat zgorzelecki, gmina Sulików, w zamku Grafa v. Finckenstein; zbiory Muzeum Miejskiego ze Zgorzelca; losy nieznane.

61. Szczytna (Ruckers), powiat kłodzki, w zamku Waldstein (Zamek Leśna); zbiory Muzeum Zamkowego z Wrocławia; losy nieznane.

Stacja kolejowa w Szczytnej / fot. Wojciech Głodek, 2014

62. Szklarska Poręba Średnia (Mittel Schreiberhau), powiat jeleniogórski, obecnie miasto Szklarska Poręba, w willi Zimmermanna; zbiory Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu; przekazano do Warszawy.

63. Szprotawa (Sprottau), powiat żagański (województwo lubuskie), w katolickich kościołach; archiwum Biblioteki Miejskiej z Wrocławia; przekazano do Wrocławia.

64. Świebodzice (Freiburg), powiat świdnicki, w Zakładach Leczniczych Prowincji Śląskiej; zawartość nieznana; losy nieznane.

65. Świerzawa (Schönau an der Katzbach), powiat złotoryjski, w kościele św. Jana; archiwa Instytutu Mineralogiczno-Petrograficznego z Wrocławia, rzeźby profesora von Gosena; losy nieznane.

66. Warmątowice Sienkiewiczowskie (Eichholz), powiat legnicki, gmina Krotoszyce, w zamku Frf. v. Zeidlitz u. Neukirch; zbiory numizmatyczne z Wrocławia; losy nieznane.

67. Wiązów (Wansen), powiat strzeliński, na plebani kościoła parafialnego; archiwum Arcybiskupiego Generalnego Wikariatu z Wrocławia; losy nieznane.

68. Wierzbna (Würben), powiat świdnicki, gmina Żarów, w kościele parafialnym; nagrobki książąt piastowskich z Wrocławia; przekazano do Wrocławia.

69. Wierzchowice (Wirschkowitz), powiat milicki, gmina Krośnice, w zamku Grafa v. Hochberg; zawartość nieznana; losy nieznane.

70. Woskowice Małe (Lorzendorf), powiat namysłowski (województwo opolskie), gmina Namysłów, w zamku K. v. Loesch; archiwum Urzędu Konserwatorskiego z Berlina; losy nieznane.

71. Zagrodno (Adelsdorf), powiat złotoryjski, w zamku Gräfin Pfeil; prywatne zbiory sztuki z Wrocławia i zbiory Urzędu Konserwatorskiego z Wrocławia; losy nieznane.

72. Zagórze Śląskie (Kynau), powiat wałbrzyski, gmina Walim, w zamku Frh. v. Zeidlitz u. Neukirch (Zamek Grodno); archiwa Urzędu Konserwatorskiego z Berlina; losy nieznane.

Zamek Grodno w Zagórzu Śląskim / fot. CKiT w Walimiu, 2016

73. Żarska Wieś (Florsdorf), powiat zgorzelecki, gmina Zgorzelec, w zamku H. H. Schaeffera; zbiory sztuki średniowiecznej z Muzeum Miejskiego ze Zgorzelcu; losy nieznane.

74. Żelowice (Silbitz), powiat strzeliński, gmina Kondratowice, w zamku Grafa v. Stillfried; zbiory Archiwum Miejskiego z Wrocławia; przekazano Uniwersytetowi Wrocławskiemu.

Ostatni wpis na tej liście pochodzi dokładnie z 21 czerwca 1944 roku, co nie oznacza przecież, że jest to ostatnia skrytka przygotowana przez Grundmanna. Może więc warto odwiedzić inne miejsca na Dolnym Śląsku niż te wymienione, albo zajrzeć do tych, w których nic odnaleziono? Na pewno warto przyjechać na tajemniczy Dolny Śląsk w wakacje, a w połowie sierpnia odwiedzić jedyny w swoim rodzaju Dolnośląski Festiwal Tajemnic na zamku Książ w Wałbrzychu położony nieopodal miejsca rzekomego ukrycia legendarnego już dzisiaj złotego pociągu.

Śladami 80 milionów

czerwca 04, 2017
4 czerwca 1989 roku odbyły się pierwsze wolne wybory w powojennej Polsce. Nie doszłoby do nich bez "Solidarności" i bez 80 milionów, których pobranie z konta i ukrycie do dziś są chyba najbardziej znaną wrocławską historią z okresu stanu wojennego.

Wrocławski rynek / fot. Wojciech Głodek
Dziś zabierzemy Was na wycieczkę po Wrocławiu. Udamy się śladami bohaterów sprzed prawie 30 lat i odwiedzimy miejsca, które nierozerwalnie związały się z historią podjęcia 80 milionów związkowych pieniędzy na kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego w 1981 roku. Historia ta zapewne znana jest większości z Was z głośnego filmu Waldemara Krzystka z 2011 roku opartego właśnie na tych wydarzeniach.

Budynek Narodowego Banku Polskiego

Znajdujący się u zbiegu ulic Łaciarskiej, Ofiar Oświęcimskich i Kazimierza Wielkiego budynek powstał według projektu Alvina Wedemanna na początku XX wieku. Wybudowany został na działce, na której stały wcześniej mury obronne i zabudowania otaczające tzw. Oławę Wewnętrzną (rzeka płynęła prawie dokładnie tak, jak przebiega dzisiejsza ul. Kazimierza Wielkiego, jednak ze względu na jej ogromne zanieczyszczenie zdecydowano się na zasypanie kanału i wprowadzenie ujścia Oławy do Odry w tym miejscu, w którym znajduje się dziś).

W 1922 roku do budynku wprowadził się Prowincjonalny Bank Spółdzielczy Raiffeisen, który istnieje zresztą do dzisiaj (w Polsce pod nazwą Raiffeisen Polbank). Po II wojnie światowej budynek przejął wrocławski oddział Narodowego Banku Polskiego. Zrezygnowano też wtedy z miejsc na lokale usługowe na parterze likwidując dodatkowe wejścia z ulicy i zmniejszając okna, które wcześniej pełniły rolę witryn.

Prowincjonalny Bank Spółdzielczy Raiffeisen we Wrocławiu / autor nieznany, lata 30. XX wieku
3 grudnia 1981 roku rano do wrocławskiego oddziału Narodowego Banku Polskiego przy ul. Ofiar Oświęcimskich weszli razem we trójkę Józef Pinior, Piotr Bednarz i Tadeusz Surowiec. Mieli podjąć z konta związku prawie wszystkie pieniądze, zostawiając tylko tyle, ile wystarczyło na bieżące działania przez kolejne dwa tygodnie. Wypłaty nie dokonano w sali operacyjnej, tylko w osobnym pokoju, gdyż liczenie 80 milionów zajęło prawie godzinę. Banknoty zajmowały dwa bankowe worki.

Dotarcie do budynku Oddziału Okręgowego NBP we Wrocławiu nie jest trudne. Wystarczy z dworca głównego pójść prosto ulicą Hugona Kołłątaja i Piotra Skargi. Po niecałych piętnastu minutach docieramy do dużego skrzyżowania – tzw. placu Dominikańskiego. Budynek w żółtych kolorach jest widoczny po lewej stronie, jako pierwsza rzuca się w oczy zazwyczaj elektroniczna tablica, na której przesuwają się informacje o dacie i temperaturze powietrza w danej chwili.



Oddział Okręgowy funkcjonuje jako normalny bank, jeśli więc dotrzemy tu w tygodniu między 8 a 17, będziemy mieli także okazję zajrzeć do środka. Oczywiście nie do skarbca, ale nasi bohaterowie 80 milionów również samodzielnie ze skarbca nie pobierali.

Pałac Arcybiskupi

Po zapakowaniu pieniędzy, co nie obyło się bez trudności, Pinior, Bednarz i Surowiec, prywatnym dużym fiatem tego ostatniego pojechali na Osobowice. Tam w rejonie cmentarza spotkali się z czwartą wtajemniczoną w całą sprawę osobą – Stanisławem Huskowskim. Huskowski przyjechał pożyczonym od swojego ojca "maluchem". Po przepakowaniu pieniędzy Pinior i Huskowski najpierw trochę kluczyli małym fiatem po Różance, a potem pojechali prosto na Ostrów Tumski, aby spotkać się z metropolitą wrocławskim Henrykiem Gulbinowiczem, którego chcieli prosić o przechowanie wszystkich pieniędzy.

Pałac Arcybiskupi na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu jest budynkiem wolnostojącym, jednopiętrowym przykrytym wysokim czterospadowym dachem pokrytym dachówką ceramiczną o dwutraktowym rzucie. Elewacje są klasycystyczne i zachowują idealną symetrię z mocno zaakcentowanym wejściem od strony podjazdu oraz zejściem do ogrodów nad Odrą. Wejścia flankowane są po obydwu stronach pilastrami i trzema rzędami okien.

Budynek w obecnym układzie powstał ponad 200 lat temu, jednak zapewne już w drugiej połowie XIII wieku istniała tu średniowieczna wieża mieszkalna - siedziba prepozyta katedralnej kapituły. Pałac w stylu barokowym wybudowano tu według projektu Karla Gottfrieda Geisslera na początku drugiej połowy XVIII wieku. Został on przebudowany w 1792 roku w stylu klasycystycznym przez najsłynniejszego architekta pruskiego tego okresu - Carla Gottharda Langhansa.


Pałac Arcybiskupi cały czas jest siedzibą metropolity wrocławskiego, nie ma więc możliwości obejrzenia go inaczej niż zza płotu od strony frontowej lub od strony ogrodu z położonego po drugiej strony Odry Bulwaru Xawerego Dunikowskiego, stanowiącego ostatnio ulubione miejsce spacerów Wrocławian.

Jak powiedzieliśmy, 80 milionów dotarło do Pałacu Arcybiskupiego trochę okrężną drogą przez Różankę i Osobowice, my jednak możemy pójść "na skróty". Spod Narodowego Banku Polskiego udajemy się na północ ulicami św. Katarzyny i Piaskową, aby w ciągu niespełna 10 minut dotrzeć do czerwonego, stalowego mostu Piaskowego. Teraz skręcamy w prawo w Bulwar Xawerego Dunikowskiego, z którego rozciąga się piękna panorama na cały Ostrów Tumski.


Przez jakieś 10 minut spacerujemy bulwarem, aby dotrzeć do kolejnej przeprawy – mostu Pokoju. Przechodzimy tym mostem na drugą stronę Odry i skręcamy potem w pierwszą ulicę w prawo. Krótka ul. Kard. Bolesława Kominka po chwili przechodzi w pl. Katedralny. Mijając wrocławską Katedrę docieramy w ciągu kilku minut przed front Pałacu Arcybiskupiego.

Wydział Fizyki i Astronomii

Kazimierz Jerie, fizyk z Uniwersytetu Wrocławskiego (pseudonim "Kajetan" od pierwszych liter imienia i nazwiska) stał się - wraz ze swoim bratem Ryszardem, wtedy księdzem w parafii Bożego Ciała we Wrocławiu - głównym pośrednikiem w dostarczaniu pieniędzy od arcybiskupa na kolejne działania związkowe. Pieniądze Kazimierz Jerie przechowywał w wykutej pod parapetem w betonie skrytce.

W zupełnie innym miejscu natomiast "Kajetan" przechowywał pokwitowania od osób pobierających pieniądze na działania związkowe. Umieszczał jest w specjalnej pancernej szafie w swoim Zakładzie Fizyki Jądrowej, w którym pracował. Szafa przeznaczona była do przechowywania radioaktywnych izotopów i nikt do niej bez potrzeby nie zaglądał.

Spacer spod Pałacu Arcybiskupiego do budynku Wydziału Fizyki i Astronomii poprzez śródodrzańskie wyspy zajmie nam niecałe 20 minut. Ulicą Katedralną docieramy do obwieszonego kłódkami zakochanych mostu Tumskiego łączącego Ostrów Tumski z Wyspą Piasek. Potem skręcamy lekko w prawo i kierujemy się w stronę Hotelu Tumskiego, następnie przechodzimy przez Wyspę Młyńską na Wyspę Słodową. W ciepłym okresie roku jest to jedno z najpopularniejszych miejsc spotkań zwłaszcza młodych mieszkańców miasta. Na całej długości wyspy znajdują się przycumowane barki z ogródkami letnimi. Za nimi widok na Ossolineum i Uniwersytet Wrocławski. 

Z Wyspy Słodowej wychodzimy kładką Słodową na skrzyżowanie ulic Bolesława Drobnera i Stanisława Dubois. Idziemy dalej ul. Dubois do następnego skrzyżowania, gdzie skręcamy w lewo (na południe) i przechodzimy, by znaleźć się po zachodniej stronie ulicy Pomorskiej (pod blokami). Pierwsza w prawo ul. Wojciecha Cybulskiego doprowadzi nas do celu.

Całą południową pierzeję ul. Wojciecha Cybulskiego zabudowano około 1936 roku według projektu Rudolfa Kühna. Budynki stanowią przykład modernistycznej reprezentacyjnej architektury III Rzeszy. Wszystkie istnieją do dziś. Do 1945 roku mieściły Urząd Pracy, Urząd Skarbowy i Urząd Celny. Dziś zajmuje je Archiwum Państwowe we Wrocławiu oraz różne jednostki Uniwersytetu Wrocławskiego. Znajdujący się na końcu, przy niewielkim placu, monumentalny budynek jest siedzibą uniwersyteckiego Wydziału Fizyki i Astronomii oraz Instytutu Nauk Geologicznych.



Jednak w chwili, gdy trafiały tu pokwitowania z "archiwum Kajetana", uniwersyteccy fizycy mieli w swojej dyspozycji tylko niewielką część kompleksu. Większość budynku zajmował Komitet Wojewódzki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Dopiero w 1989 roku budynek w całości przejął Uniwersytet Wrocławski, przeznaczając go na siedzibę Instytutów Fizyki Teoretycznej i Doświadczalnej oraz Instytutu Nauk Geologicznych. W 1996 roku w podwórzu dobudowano według projektu Ewy Frankiewicz postmodernistyczny gmach ze szklaną rotundą mieszczący biblioteki naukowe fizyki i geologii i duże audytorium.

W okresie Polski Ludowej plac przed KW PZPR nosił imię Dąbrowszczaków, dla uczczenia ochotniczych oddziałów wojskowych im. Jarosława Dąbrowskiego tworzonych głównie przez Polaków w wojnie domowej w Hiszpanii w latach 30. XX wieku i walczące w składzie Brygad Międzynarodowych przeciwko oddziałom gen. Franco, wspieranym przez III Rzeszę i faszystowski rząd Włoch.

Potem patronem placu został wrocławski fizyk i matematyk Max Born. Urodził się we Wrocławiu i studiował na wrocławskim uniwersytecie, a w 1954 roku został laureatem Nagrody Nobla. Jest jedynym wrocławskim noblistą, który ma we Wrocławiu swoją ulicę lub plac. Pomimo swoich niewątpliwych osiągnięć musiał na to czekać aż do początku lat 90. XX wieku. Wcześniej nikt nawet nie chciał myśleć o tym, aby placowi lub ulicy w "piastowskim Wrocławiu" mógł patronować Niemiec. Zaś Niemcy w przedwojennym Breslau nie chcieli, aby jakiś plac lub ulicę nazwać imieniem naukowca żydowskiego pochodzenia.

Wnętrze budynku Wydziału Fizyki i Astronomii można zwykle zobaczyć bez problemu, gdyż podobnie jak inne budynki uniwersyteckie jest w ciągu dnia otwarty dla wszystkich. Można nawet spróbować jeszcze poszukać "duchów" dawnego komitetu, bo niektóre boczne korytarze nadal swoim wystrojem przypominają trochę ostatnie lata PRL. Można też uczestniczyć jako wolny słuchacz w otwartych wykładach, tu jednak przestrzegamy - nawet dobry wynik z matematyki na maturze może okazać się niewystarczający do ich zrozumienia, fizyka to jedna z trudniejszych nauk, nawet na pierwszym roku studiów.

Na koniec można jeszcze udać się w kilkanaście minut na wrocławski rynek, idąc przez ul. Wojciech Cybulskiego, most Pomorski i ul. Odrzańską, aby zobaczyć imponujący, stanowiący od zawsze symbol miasta, ratusz. To w nim uroczyście w 2013 roku Kazimierz Jerie przekazał tworzone przez siebie "archiwum Kajetana" ze wszystkimi pokwitowaniami na ręce ówczesnego szefa Instytutu Pamięci Narodowej prof. Włodzimierza Sulei.

✎ Wojciech Głodek, czerwiec 2017
Obsługiwane przez usługę Blogger.