Featured

12/recent

4 kulminacje Dolnego Śląska, które musicie odwiedzić

Czy zastanawialiście się kiedyś, z którego miejsca na Dolnym Śląsku najbliżej jest do nieba? 

Dziś zaproponujemy Wam cztery lokalizacje, które koniecznie trzeba odwiedzić, aby spojrzeć na świat z góry. Wszystkie dostępne są nawet dla niezbyt zaawansowanych turystów.

Śnieżka

Tym Was zapewne nie zaskoczyliśmy. Najwyższy szczyt Sudetów położony w otoczeniu jednych z najlepiej znanych zimowych kurortów - Szklarskiej Poręby i Karpacza. Przy sprzyjającej pogodzie dotarcie na szczyt nie jest trudne, nawet dla tych turystów, którzy dość rzadko i nieregularnie wyruszają na piesze wędrówki. Polecamy szczególnie wiosnę i jesień, bo zimą trasa jest trudniejsza, a latem można często poczuć się jak na nadmorskim deptaku.

Śnieżka o wschodzie słońca / fot. Agnieszka Koludo-Sobierańska
Śnieżka to nie tylko najwyższe miejsce na Dolnym Śląsku, to także najwyższy szczyt naszego południowego sąsiada. Tu również znajduje się najwyżej położony urząd pocztowy w Czechach. Polecamy go szczególnie, bo oferuje nie tylko znaczki pocztowe, ale i coś do zjedzenia i picia, a dodatkowo - w przeciwieństwie do położonego po polskiej stronie bufetu - w całkiem rozsądnych cenach. Można też zajrzeć do Bistro Sněžka w górnej stacji czeskiego wyciągu.

Tytuł najwyższego szczytu Czech i Śląska ma Śnieżka niezagrożony, mimo że w odniesieniu do jej wysokości pojawiają się nieraz sprzeczne doniesienia. Z wyznaczeniem wysokości Śnieżki, leżącej najpierw na granicy prusko-austriackiej, potem prusko-czechosłowackiej czy wreszcie polsko-czechosłowackiej, były zawsze problemy. Dlaczego?

Używane dotychczas metody triangulacyjne - jeśli nie pamiętacie co to, zajrzyjcie do dowolnego szkolnego podręcznika geografii - były obarczone sporym błędem. Poza tym stosowano dwa różne punkty odniesienia - w Prusach i potem w Polsce pomiary wykonywano względem Bałtyku, w Austro-Węgrach i później Czechosłowacji - względem Adriatyku.

Obserwatorium meteorologiczne na szczycie Śnieżki / fot. Mariola Marciniszyn
Jeszcze w latach 70. XX wieku podawano wartości 1603 czy nawet 1604 m n.p.m. Potem Polacy i Czesi ustalili wspólną podręcznikową wartość 1602 m n.p.m., do której wszyscy się już przyzwyczailiśmy. Jednak najnowszy pomiar dokonany przez czeskiego geodetę Vladimira Hlavsę dał wartość 1603,3 m n.p.m. Zastosowana przez Czecha metoda ma błąd na poziomie 10 cm (0,1 m), jest więc szansa, że to już ostatnia „zmiana” wysokości królowej Karkonoszy.

Hlavsa wskazał również, że najwyższy punkt znajduje się po polskiej stronie, około 3,5 metra od granicy polsko-czeskiej w kaplicy św. Wawrzyńca. Najwyższy punkt na terytorium Czech ma 1603,2 m n.p.m.

Idziemy na Śnieżkę

Najprościej dotrzeć na szczyt Śnieżki z Karpacza. Najłatwiejsza droga prowadzi szlakiem żółtym od węzła szlaków Karpacz Biały Jar przez Strzechę Akademicką i Kocioł Białego Jaru, gdzie zmieniamy szlak na czarny, aby dojść do ulokowanego u podnóża kulminacji Śnieżki Domu Śląskiego. Trasa prowadzi drogami bitymi. Z Domu Śląskiego na szczyt docieramy ścieżką szlakiem czerwonym lub wybrukowaną Drogą Jubileuszową.

Długość trasy: 8,3 km; czas przejścia: 3-4 godziny; przewyższenie: 950 metrów; 17 pkt GOT (8 w drugą stronę); trasa niezbyt trudna; w zimie wyznaczone tyczkami obejście fragmentu szlaku w okolicach Kotła Białego Jaru ze względu na zagrożenie lawinowe.

Bardzo ciekawym wariantem trasy prowadzącej na Śnieżkę jest trasa przez Kocioł Łomniczki. Idziemy cały czas szklakiem czerwonym od węzła szlaków Karpacz Biały Jar aż do Domu Śląskiego. Między Schroniskiem Nad Łomniczką a Domem Śląskim stosunkowo strome podeście i wart zobaczenia symboliczny Cmentarzyk Ofiar Gór.

Długość trasy: 7,7 km; czas przejścia: 3-4 godziny; przewyższenie: 920 metrów; 17 pkt GOT (8 w drugą stronę); trasa o średnim poziomie trudności; trasa jest niedostępna w zimie ze względu na zagrożenie lawinowe.

Węzeł szlaków Karpacz Biały Jar znajduje się przy przystanku autobusowym o tej samej nazwie. Można tutaj bez problemu dotrzeć autobusem PKS lub busem z Jeleniej Góry – około 30-40 połączeń w ciągu dnia, czas jazdy od 25 do 50 min., cena biletu od 5 do 8 zł, odjazdy z dworca autobusowego lub dworca kolejowego.


Ślęża 

Jeśli w pogodny, jasny dzień, z któregokolwiek szczytu Karkonoszy skierujemy wzrok w kierunku Wrocławia, dojrzymy na rozległej dolinie nadodrzańskiej ścielącej się u naszych stóp, w okolicy Świdnicy, wyniosłą, samotną, czarnym lasem pokrytą górę, która wystrzela nagle w niebo z równi śląskiej, chowając najczęściej swą głowę w obłoku. Jest to słynna Góra Sobótka - pisał w 1933 roku profesor Władysław Semkowicz, historyk i członek Polskiej Akademii Umiejętności w swojej pracy "Historyczno-geograficzne podstawy Śląska".

Ślęża to monumentalnie górujące nad okolicznymi równinami najwyższe wzniesienie (718 m n.p.m.) przedgórza sudeckiego. Góra już od epoki brązu stanowiła ośrodek pogańskiego kultu solarnego. Biskup merseburski Thietmar, żyjący w czasach Mieszka I i Bolesława Chrobrego, w swej Kronice górę nazywa Mons Silensis, dodając, że z powodu „przeklętych praktyk pogańskich”, jakie tam odprawiano, darzona była ona wielką czcią przez wszystkich mieszkańców.

Pochodzące z tamtego okresu kamienne rzeźby są obecnie jedną z atrakcji Ślęży. Pierwsze z nich odkrył niemiecki turysta w 1733 roku. To właśnie licznie przybywający tu w kolejnych latach turyści rozsławili to miejsce i związane z nim legendy. Już od XIX wieku w zbudowanym na szczycie schronisku odbywały się komersy wrocławskich korporacji studenckich. Również po wojnie przybywano tu licznie, aby się bawić i odpoczywać, szczególnie weekendowymi pociągami z Wrocławia do Sobótki.

Widok na szczyt Ślęży, po prawej budynek schroniska / fot. Wojciech Głodek

Idziemy na Ślężę 

Obecnie nie ma już pociągów, chociaż trasa z Wrocławia do Świdnicy przez Sobótkę w końcu doczeka się remontu. Możliwe więc, że za kilka lat do podnóży Ślęży zawiozą nas Koleje Dolnośląskie. Jednak dopóki się to nie stanie, pozostaje korzystanie z komunikacji autobusowej. Można tu dotrzeć w niecałą godzinę jednym z ponad 20 połączeń z Wrocławia.

Szlaki na szczyt prowadzą z różnych stron, najlepiej wybrać się czerwonym prowadzącym przez centrum Sobótki. Na górę można dotrzeć w niecałe 2 godziny, właściwie niezależnie od pory roku. Wrócić warto szlakiem niebieskim prowadzącym koło zamku Sobótka Górka i starego browaru, w której to okolicy polecamy spróbować przepysznych ryb – o miejscu pisaliśmy na naszym blogu Smaki Dolnego Śląska.

Szlak czerwony z Sobótki (dworzec autobusowy, 5 min. do centrum): 5,2 km; czas przejścia: 2 godziny (z powrotem 1-1,5 godziny); przewyższenie: 500 m; 10 pkt GOT (w drugą stronę 5 pkt GOT). Trasa łatwa, poprowadzona leśnymi drogami.


Szlak niebieski z Sobótki Zachodniej (dworzec kolejowy, przystanek autobusowy, 40 min. do centrum): 5,9 km; czas przejścia: 2-2,5 godziny (z powrotem 1,5 godziny) ; przewyższenie: 550 m; 12 pkt GOT (w drugą stronę 6 pkt GOT). Trasa niezbyt trudna.


Śnieżnik

Śnieżnik leży trochę na uboczu tych najbardziej uczęszczanych szlaków. Na jego szczycie znajduje się rumowisko skalne, a poniżej – łąki górskie (to jedyny wierzchołek w tej części gór, który wystaje ponad granicę lasu). Pierwsze wycieczki krajoznawcze na Śnieżnik z niezbyt odległego uzdrowiska w Lądku-Zdroju miały miejsce już pod koniec XVIII wieku, jednak dopiero schronisko ufundowane na Hali pod Śnieżnikiem przez Mariannę Orańską - które notabene stoi do dzisiaj - spowodowało prawdziwy boom turystyczny.

Widok ze Śnieżnika / fot. Małgorzata Janda
Schronisko Pod Śnieżnikiem / fot. Marek Nużka
Od schroniska pod Śnieżnikiem na sam szczyt jest jeszcze kawałek drogi, ale warto tu przybyć, aby zobaczyć resztki fundamentów kamiennej wieży widokowej wzniesionej w 1899 roku przez Kłodzkie Towarzystwo Górskie. Nosiła imię cesarza Wilhelma i miała wysokość ponad 10 pięter! Niestety wysadzono ją w 1973 roku.

Śnieżnik, podobnie jak Śnieżka, jest górą graniczną. Po czeskiej stronie poniżej szczytu znajdują się ruiny schroniska księcia Lichtensteina wybudowanego na początku XX wieku przez Morawsko-Śląskie Towarzystwo Górskie. Schronisko, popadające już wcześniej w ruinę, wyburzono po praskiej wiośnie w ramach akcji uszczelniania granic. Zachował się jedynie postawiony obok niego w 1932 roku... mały słonik. Rzeźba na cokole powstała jako symbol niemieckiego stowarzyszenia artystycznego Jescher na dwudziestolecie otwarcia schroniska. Zaprojektowała ją Amei Halleger (żona Kurta Hallegera z Sumperka, jednego z liderów stowarzyszenia Jescher), a wykonała firma Förster ze Złotych Gór. Dziś jest to czeski symbol Śnieżnika.

Idziemy na Śnieżnik

Na Śnieżnik najłatwiej wejść z Międzygórza, przepięknego letniska stworzonego również przez Mariannę Orańską. Do Międzygórza jednak dostać się stosunkowo trudno, dociera tu zaledwie kilka autobusów z Kłodzka lub Bystrzycy Kłodzkiej (w dni wolne jest tylko 1 połączenie!). Dodatkowo mniej wprawni turyści nie powinni wybierać się na Śnieżnik w zimie, chociaż i w lecie często pogoda jest tu bardzo kapryśna i wejście może okazać się dużo trudniejsze niż na sporo wyższą Śnieżkę.

Z Międzygórza idziemy szlakiem czerwonym do schroniska "Na Śnieżniku" a dalej szlakiem zielonym. Długość trasy: 7,9 km; czas przejścia: 3-4 godziny (z powrotem 2-3 godziny); przewyższenie: 870 m; 16 pkt GOT (w drugą stronę 7 pkt GOT). Trasa niezbyt trudna.


Na Śnieżnik można również dostać się ze Stronia Śląskiego, do którego dotarcie jest już znacznie łatwiejsze niż do Międzygórza. Między Stroniem Śląskim a Kłodzkiem funkcjonuje od 17 do 25 połączeń w ciągu dnia, należy jednak uważać, bo ostatnie połączenie do Kłodzka w dni wolne jest już koło 18. Minusem szlaku ze Stronia Śląskiego jest fakt, że przez ponad połowę trasy prowadzi wzdłuż drogi jezdnej. Ze Stronia Śląskiego idziemy szlakiem żółtym do schroniska "Na Śnieżniku", a dalej szlakiem zielonym.

Długość trasy: 13,3 km; czas przejścia: 5 godzin (z powrotem 3-4 godziny); przewyższenie: 970 m; 23 pkt GOT (w drugą stronę 13 pkt GOT). Trasa niezbyt trudna, ale męcząca ze względu na długość.


Wielka Sowa

Czy potrafcie bez zastanowienia wskazać najwyższy szczyt środkowej części Sudetów? Wiele osób ma z tym problem. Mieliśmy go i my podając w pierwszej wersji tego artykułu, że jest to Wielka Sowa. A jak słusznie zauważył jeden z naszych Czytelników, jest to położona na granicy polsko-czeskiej Orlica - najwyższy szczyt polskiej części Gór Orlickich (1084 m n.p.m.). Jest nim jednak tak długo, dopóki będziemy myśleć o współczesnym Dolnym Śląsku. Jak podpowiada inny Czytelnik, gdy weźmiemy pod uwagę Śląsk historyczny, to wtedy Hrabstwo Kłodzkie nie było jego częścią, a więc i Orlica nie byłaby najwyższa. Inna sprawa, że wtedy jeszcze nie używano określenia Dolny Śląsk, a tylko Śląsk jako całość.

Skomplikowane. Dziś jednak - zgodnie z pierwotnym zamierzeniem - zabierzemy Was na Wielką Sowę, bo to jej tajemnicach chcieliśmy trochę jeszcze napisać, a na rozważania o granicach Dolnego Śląska zaprosimy w którymś z kolejnych artykułów.

Ponoć ze skarbami na Wielkiej Sowie został pochowany napoleoński generał, który straszył potem turystów, przechadzając się po szlakach w butach ze szkła. Może kolejne skarby ukryli tu uciekający pod koniec II wojny światowej Niemcy? To w tych okolicach zaczęto budować w największej tajemnicy i z ogromnym rozmachem system podziemnych sztolni i labiryntów.

Końcowy odcinek szlaku na Wielką Sowę, w tle szczyt wieży widokowej / fot. Marek Hrycak / cc-by-sa
Widok z wieży na Wielkiej Sowie / fot. Marek Nużka
"Dobrze poinformowani" mają niezbite dowody na przewożone tędy tajemnicze skrzynie. Skarby pojawiają się prawie wszędzie i to one tworzą specyficzny klimat tajemnicy w Górach Sowich, podsycany ciągle nowymi doniesieniami o odkryciu kolejnych sztolni i tuneli.

Idziemy na Wielką Sowę

Na szczyt najłatwiej wejść z Walimia, do którego docierają autobusy miejskie z Wałbrzycha. Są tylko 4 kursy w dni wolne; dwa jadą rano, a dwa kolejne - późnym popołudniem i wieczorem. W dni robocze kursów jest już 13, a do tego dochodzi 6 połączeń ze Świdnicą.

Można iść szlakiem żółtym (4,8 km; ok. 2 godziny pod górę i 1 godzinę w dół; przewyższenie: 550 m; odpowiedni 10 i 5 pkt GOT) lub łączonymi: szlakiem zielonym i niebieskim przez Przełęcz Walimską (6,5 km; ok. 2,5 godziny pod górę i 1,5 godzinę w dół; przewyższenie: 530 m; odpowiedni 11 i 6 pkt GOT). Obydwie trasy są niezbyt trudne i poprowadzone leśnymi dróżkami.




Bardziej zaawansowani turyści mogą się wybrać dłuższą trasą. Proponujemy wystartować w Ludwikowicach Kłodzkich, dokąd można dotrzeć jednym z sześciu połączeń kolejowych między Wałbrzychem a Kłodzkiem (średnio co 2 godziny).

Idziemy szlakiem zielonym (do skrzyżowania pod Gruntową), potem czarnym (do Sowiny) i znowu zielonym (do Wielkiej Sowy przez Sokolec). Długość trasy: 9,2 km; czas przejścia: 3-4 godziny (powrót o 1 godzinę krócej); przewyższenie: 700 m; 16 pkt GOT (10 pkt GOT w drugą stronę). Trasa niezbyt trudna, w dużej części poprowadzona leśnymi dróżkami.


✎ Wojciech Głodek, maj 2017

15 komentarzy:

  1. Na Wielkiej Sowie i Ślęży byłam już kilka razy. W zeszłą niedzielę wybrałam się na Kalenicę. Teraz czas na podbój Śnieżki i Śnieżnika :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja polecam od lasocina, bardzo klimatyczny szlak!

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Śnieżnik polecam szlak niebieski z Jodłowa. Można zrobić pętlę i wracać do Jodłowa przez Mały Śnieżnik i Goworek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cytat z artykułu (autor: Wojciech Głodek):
    "To wybijająca się nieznacznie tylko powyżej tysiąca metrów (1015 m n.p.m.) Wielka Sowa jest najwyższym szczytem Sudetów Środkowych."

    Tymczasem najwyższym szczytem Sudetów Środkowych jest Orlica (1084 m n.p.m.), a nie Wielka Sowa. Jak łatwo policzyć, Orlica jest wyższa od Wielkiej Sowy o 69 metrów. Dwója z geografii Dolnego Śląska, panie Głodek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwaga jak najbardziej słuszna. Wybierając miejsca spojrzałem na Koronę Sudetów i po odrzuceniu czeskiego szczytu Velká Deštná, pozostała mi Wielka Sowa. No cóż, trzeba było pomyśleć i sprawdzić też inne poza najwyższymi szczytami w poszczególnych pasmach.

      W Górach Orlickich - w przeciwieństwie do wymienionych tu szczytów - jeszcze nigdy nie byłem, więc staną się chyba teraz wraz z Orlicą pierwszym górskim planem na przyszły rok.

      Usuń
    2. A jednak na Dolnym Śląsku najwyższą górą w Sudetach Środkowych jest Wielka Sowa. Panie Wojtku, dał Pan się wpuścić w maliny. Orlica leży na Ziemi Kłodzkiej, która jest odrębną krainą i nie jest częścią Dolnego Śląska, ani Śląska w ogóle: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ziemia_k%C5%82odzka
      Tytuł artykułu, nagłówek i dalsza treść jasno mówią o kulminacjach DOLNEGO ŚLĄSKA, a nie Sudetów (gdyby chodziło o całe Sudety, to należałoby raczej wymienić Velką Deštnę).

      Usuń
    3. Kazimierz Maciejewski29 września 2017 00:03

      No cóż, autor artykułu nie jest jedynym, który nie rozróżnia krain historyczno-geograficznych w granicach województwa dolnośląskiego. Łużyce Dolne, Górne, Ziemia Kłodzka, Saksonia - dla niektórych to wszystko Śląsk. Choć od osób popularyzujących region wypadałoby oczekiwać większej wiedzy i bardziej rzetelnych artykułów.

      Usuń
    4. To wcale nie jest takie proste. Jeśli Dolny Śląsk będziemy rozpatrywać w dzisiejszych granicach, to pan Bogdan ma rację. Powinna być Orlica.

      Jeśli chcemy popatrzeć historycznie, to mamy problem. O _Dolnym_ Śląsku mówi się właściwie dopiero po opanowaniu Śląska przez Prusy i utworzeniu prowincji Niederschlesien. Stąd o ile Ziemia Kłodzka nigdy nie była częścią Śląska, to też zawsze była częścią... Dolnego Śląska.

      Usuń
    5. Wręcz przeciwnie, sprawa jest prosta, trzeba tylko odróżniać krainę geograficzną od województwa. Nieco inne są granice Dolnego Śląska, a inne województwa dolnośląskiego. Podobnie jest zresztą w innych województwach, np. mieszkaniec Częstochowy nigdy nie powie że mieszka na Śląsku, mimo że Częstochowa leży w obrębie województwa śląskiego. To samo dotyczy czasów przedwojennych. Ziemia Kłodzka zawsze była odrębną krainą, przy czym dłużej przynależała do Czech niż Śląska, a nawet po przyłączeniu do Niemiec zachowała dużą odrębność od Śląska (tzw. hrabstwo kłodzkie, niem. Grafschaft Glatz). Proszę nie mieszać jednostek administracyjnych (niemieckich prowincji) z krainami geograficzno-historycznymi!

      Usuń
    6. Po zajęciu Śląska i ziemi kłodzkiej hrabstwo kłodzkie zostało przez Fryderyka II włączone do Śląska - i mimo, że przez jakiś czas traktowane trochę inaczej niż pozostałe powiaty - jest już częścią Śląska prawie 300 lat.

      A jeśliby chcieć odróżnić granice Dolnego Śląska i dzisiejszego województwa dolnośląskiego, to jakie one powinny być? Czy takie jak po wojnach śląskich? A może takie jak przed pokojem kłodzkim? Który rok stanowi właściwą cezurę?

      Usuń
    7. Ewidentne bzdury. Ziemia Kłodzka nie jest i nie była częścią Śląska, polecam postudiować historię regionu, a przynajmniej zapoznać się z tą mapą (mapa została opracowana przez renomowane wydawnictwo edukacyjne "Nowa Era"): http://wlaczpolske.pl/index.php?etap=10&i=289&nomenu=1
      Widać na niej jasno, że Ziemia Kłodzka jest odrębnym od Dolnego Śląska regionem historyczno-administracyjnym (została oznaczona innym kolorem).
      Po zajęciu Śląska przez Prusy Ziemia Kłodzka została wcielona do Śląska tak jak obecnie - decyzją administracyjną, nie tracąc swojej odrębności etnograficzno-geograficznej, co znalazło odzwierciedlenie także w pewnej autonomii administracyjnej (i nie "trochę", a "sporej"). Proszę zapoznać się też z pisownią (kiedy małe, a kiedy duże litery), bo ona również potwierdza, że ma Pan problem z odróżnianiem okręgów administracyjnych od krain historycznych:
      https://sjp.pwn.pl/zasady/;629400
      https://sjp.pwn.pl/zasady/;629450

      Granice regionów historyczno-geograficznych znajdujących się w obecnych granicach Polski są uwidocznione choćby na podlinkowanej przeze mnie mapce.

      Usuń
    8. Zacytujemy pana dr Jana Grzenię z Uniwersytetu Śląskiego ze strony Słownika Języka Polskiego PWN: "Powinno być ziemia kłodzka, wystarczy zajrzeć do Wielkiego słownika ortograficznego PWN."

      Usuń
    9. A Dolny Śląsk też Pan napisze z małej litery?
      Ten sam prof. Jan Grzenia nieco odmienne zdanie ma w odniesieniu do Ziemi Lubuskiej: "W Korpusie Języka Polskiego PWN Ziemia Lubuska przeważa nad ziemią lubuską w stosunku 5:2."

      Dość powierzchownie zbadał Pan temat...
      Radziłbym w tej sytuacji zasięgać opinii też u historyków, a nie tylko językoznawców nie mających większego pojęcia o dziejach historycznych danego regionu, a to one warunkują jego pisownię. A przede wszystkim myśleć!

      Ogólna zasada ze Słownika Języka Polskiego PWN:
      "Wielką literą piszemy wielowyrazowe nazwy geograficzne i miejscowe, np. Bory Tucholskie, Dolny Śląsk, Górny Śląsk, Jelenia Góra, Mała Panew, Morskie Oko, Nowa Zelandia, Rzeka Świętego Wawrzyńca, Stary Sącz, Wielki Kaukaz, Wielki Kocioł Śnieżny, Wielki Staw."

      Usuń
    10. To już ostatni raz! Ale sprawdziliśmy. W Narodowym Korpusie Języka Polskiego mamy "ziemia kłodzka" vs. "Ziemia Kłodzka" - 15 : 6, w Korpusie Języka Polskiego PWN - 12 : 3.

      Usuń
    11. Uff! Widzę, że muszę jeszcze raz powtórzyć. Proszę konsultować to zagadnienie nie tylko z językoznawcami, ale także (a może przede wszystkim) historykami. Opinia językoznawcy nie mającego pojęcia o specyfice historycznej Ziemi Kłodzkiej jest nic nie warta, bo on może zastosować jedynie ten sam schemat pisowni jak w przypadku innych "ziem".

      Jeśli Ziemia Kłodzka jest krainą historyczno-geograficzną tej samej rangi co Śląsk, Łużyce, Wielkopolska czy Mazowsze, to chyba logiczne, że tę nazwę piszemy z dużej litery?

      Proszę myśleć, zamiast bezwiednie powtarzać opinie rzekomych "autorytetów". Bo wyjdą Panu takie same bzdury jak te z Wielką Sową, którą ochrzcił Pan najwyższym szczytem Sudetów Środkowych na podstawie jedynie opracowań twórców Korony Sudetów.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.