Featured

12/recent

Za króla Piasta Śląsk wyrasta

Mówili płynnie po polsku i po niemiecku, zawsze podkreślali swoje pochodzenie od polskiej rodziny królewskiej, a jednak często wiernie służyli przeciwnikom Polski – królom Czech i cesarzom Niemie­­ckim.

Zamek Piastowski w Legnicy / fot. Wojciech Głodek
Piastowie Śląscy przez prawie 700 lat władali mniej­szy­mi lub większymi kawałkami Śląska. Po raz pierwszy dowiadujemy się o Śląsku z dokumentu Geografa Bawarskiego, nieznanego z imienia mnicha, który sporządził w Ra­tyzbonie w 845 roku Opis grodów i ziem z północnej strony Dunaju. Wiemy dzięki niemu, że w okolicach dzisiejszego Głogowa 20 grodów mieli Dziadoszanie, a dookoła Ślęży 15 grodów – Ślężanie.

Do dziś nie wiadomo, czy Śląsk, zanim znalazł się w państwie Mieszka I, znajdował się pod zwierzchnictwem czeskim. Jest to jednak możliwe, gdyż na obszarze dzisiejszych Czech struktury państwowe ukształtowały się jakieś 100 lat wcześniej niż w Polsce. Powołane w 973 roku biskupstwo praskie obej­mowało swym zasięgiem także Śląsk, trudno jednak powiedzieć, czy był to zasięg praktyczny, czy tylko teoretyczny. Opierając się na pochodzącym z 1086 roku opisie zakładania biskupstwa praskiego w 973 roku, do listy dawnych dolnośląskich plemion możemy dodać jeszcze trzy inne od już wzmiankowanych – Bobrzan, zamieszkujących między Bobrem a Kwisą, Trzebowian w oko­licach dzisiejszej Legnicy i Ja­wora oraz Chorwatów (Śląskich) w Kotlinie Kłodzkiej.

Na pewno przez dłuższy czas Czesi i Polanie rywalizowali o zajęcie tego regionu, a sprzymierzeńcami polskiego księcia pragnącego podbić Śląsk byli wtedy Niemcy! Dopiero w ostatnim dziesięcioleciu X wieku Śląsk wymieniany jest jako część państwa Polan, a potwierdza to powołanie przez Sylwestra II obejmującego cały Śląsk biskupstwa wrocławskiego podlegającego metropolii gnieźnieńskiej w roku 1000.

Znanego ze zjazdu gnieźnieńskiego cesarza niemieckiego Otton III śmierć spotkała już w 1002 roku, a zamęt, który powstał w Niemczech, wykorzystał Bolesław Chrobry, który właśnie ze Śląska wyprowa­dził uderzenie w kierunku Nie­miec przesuwając granice najbar­dziej na zachód w całej tysiącletniej historii Polski. Bolesław Chrobry zajął wtedy Miśnię i Łużyce, a rozpoczęta przez niego wojna toczyła się z przerwami na śląskiej ziemi aż do 1018 roku.

Najtrudniejsza była trzecia faza tej wojny, której początek przypada na rok 1014. Jej najbardziej znaną bitwą była obrona grodu niemczańskiego w 1017 roku (od której właśnie w tym roku minęło równe tysiąclecie). Gród obległo wtedy około 12 tysięcy żołnierzy (liczba na te czasy ogromna, we Wrocławiu mieszkało wtedy niecałe 2,5 tysiąca ludzi) pod wodzą cesarza Henryka II. Obrońców wsparły dwa razy posiłki przysłane przez Bolesława, które zdołały przedostać się do oblężonego grodu w nocy i podczas burzy.

Niemcza / fot. Wojciech Głodek
Niemiecki kronikarz Thietmar zapisał, że gdy cesarz nakazał naszym zbudować różnego rodzaju machiny oblężnicze, wnet atoli ukazały się bardzo podobne do nich u przeciwnika. Nigdy nie słyszałem o oblężonych, którzy by z większą od nich wytrwałością i bardziej przezorną zaradnością zabiegali o swoją obronę. Naprzeciw pogan [sprzymierzeńcami Niem­ców byli m.in. pogańscy Wieleci z Pomorza – przyp. aut.] wznieśli krzyż święty w nadziei, iż pokonają ich z jego pomocą. Gdy zdarzyło im się coś pomyślnego, nie wykrzykiwali nigdy radości, ale i niepowodzenia również nie ujawniali przez wylewne skargi.

Nie pomogły jednak ani machiny oblężnicze, ani wielokrotne szturmy i pomoc czeskich oraz wieleckich sojuszników. Cesarz musiał odstąpić od oblężenia, bo umacniający się coraz bardziej i stojący z wojskiem we Wrocławiu Bolesław Chrobry zaczął zagrażać jego innym ziemiom. Za wycofującym się Henrykiem Polacy dotarli aż nad Łabę pustosząc po drodze całą okolicę. Zmagania zakończyły się na początku kolejnego roku. 30 stycznia 1018 roku zawarto pokój w Budziszynie, w wyniku którego przy Polsce pozostał nie tylko Śląsk, ale też Milsko i Łużyce.

Spokój na Śląsku zapanował wtedy na jakieś 20 lat. Wykorzystując kryzys wewnętrzny w 1038 roku na Polskę najechali Czesi, zajmując cały lewobrzeżny Śląsk, czyli większość dzisiejszego Dolnego Śląska. Odzyskał go zbrojnie w 1050 roku Kazimierz I zwany później Odnowicielem, jednak Polska nie była wtedy dość silna militarnie i polski książę musiał ułożyć się z czeskim władcą pod okiem cesarza niemieckiego na zjeździe w Quedlinburgu. Śląsk pozostał przy Polsce, Czechy miały jednak otrzymywać w zamian co roku 100 kg srebra i 6 kg złota.

Trybut przestał płacić już syn Kazimierza I, Bolesław II zwany Śmiałym, co wywołało kolejną wojnę polsko-czeską. Za panowania następcy Bolesława, jego brata, Władysława Hermana do Śląska wróciła ziemia kłodzka, było to jednak wynikiem układów i ponownego rozpoczęcia płacenia trybutu po najeździe lewobrzeżnego Śląska przez księcia czeskiego Brzetysława III.

Pełną kontrolę nad Śląskiem sprawował także syn Władysława Hermana, Bolesław III Krzywousty, który jest legendarnym założycielem wielu dolnośląskich miast. To za Bolesława Krzywoustego nastąpił kolejny najazd na Śląsk, tym razem niemiecki. Za jego panowania miały miejsce niezwykle popularne w polskiej historiografii wydarzenia takie, jak obrona Głogowa czy bitwa na Psim Polu.

I o ile to pierwsze nie budzi żadnych kontrowersji, o tyle to drugie prawdopodobnie w ogóle nie miało miejsca. Jak uważają obecnie historycy nie ma żadnych dowodów na to, że bitwa na Psim Polu faktycznie się rozegrała, zaś polska i niemiecka (Hundsfeld) nazwa tego rejonu nie odnosiła się do psów rozwłóczących zwłoki, tylko do ulokowania gdzieś tu książęcej psiarni.

Kościół św. Marcina we Wrocławiu / fot. Wojciech Głodek

Po najeździe niemieckim na Śląsk miały miejsce jeszcze trzy najazdy czeskie, a wszystko zakończył zawarty w 1137 roku pokój kłodzki. Prawie cały Śląsk pozostał wtedy przy Polsce, choć wykrojono z niego kilka obszarów, między innymi ziemię kłodzką, której odrębność zachowała się aż do XVIII wieku.

W rok później Śląsk na mocy testamentu otrzymał najstarszy syn Bolesława Krzywoustego – Władysław zwany Wygnańcem. Potem sytuacja Śląska zaczęła się coraz bardziej komplikować, a dzielnica przechodziła kolejne podziały na coraz mniejsze księstwa. Pewną nadzieję dla Śląska przyniosły rządy Henryków – Henryka I Brodatego, męża św. Jadwigi Śląskiej, i ich syna Henryka II Pobożnego.

Nie dążyli oni do zjednoczenia ziem polskich, zdając sobie sprawę, że pretendentów do tytułu króla polskiego jest wielu. Chcieli umocnienia Śląska jako niezależnego europejskiego państwa. "Okres Henryków" to znaczący rozwój całego dzisiejszego Dolnego Śląska. Nastąpił gwałtowny wzrost liczby ludności, fundowano nowe wsie i miasta, sprowadzano zagranicznych, głównie niemieckich osadników.

Kres ambitnym planom Henryków położył najazd Mongołów. Po klęsce w bitwie pod Legnicą cały obszar ich księstwa został splądrowany, a rozwój Śląska zahamowany na kolejne kilkadziesiąt lat. Nigdy też już nie wrócono na poważnie do pomysłu Śląska jako niezależnego kraju na europejskiej arenie.

Żona Henryka I i matka Henryka II, św. Jadwiga, zmarła w dwa lata po swoim synu i klęsce pod Legnicą. Przebywała wtedy w klasztorze w Trzebnicy, który był jedną z jej dwudziestu fundacji kościelnych. Zmarła w nocy z 14 na 15 października 1243 roku i niemal od razu po śmierci rozpoczął się, trwający do dziś, kult Jadwigi Śląskiej. Wszyscy pamiętali, że księżna przez całe życie zajmowała się pomocą biednym i ubogim, a już w 1260 roku legat papieski Anzelm i papież Urban IV (wcześniej legat w Polsce, znający osobiście Jadwigę) rozpoczęli proces kanonizacji. Trwał tylko 7 lat.

26 marca 1267 roku papież Klemens IV w kościele dominikanów w Viterbo dokonał kanonizacji Jadwigi, którą zaczęto czcić jako patronkę Polski, a przede wszystkim całego Śląska. Za swoją świętą, Jadwigę Śląską uważali zarówno Polacy, jak i Niemcy, z których ci najbardziej religijni zimą 1945 roku właśnie do świętej Hedwig von Schlesien modlili się o ocalenie przed nacierającą Armią Czerwoną. Do dzisiaj archikatedra berlińska, ufundowana przez Fryderyka II Wielkiego w 1746 roku, jak przypuszczają historycy – dla pozyskania przychylności w dużej części katolickiej szlachty śląskiej, nosi imię św. Jadwigi.

Katedra św. Jadwigi w Berlinie / fot. Schlaier
Jadwiga, podobnie jak większość Piastów Śląskich, była dwujęzyczna. Jakim językiem rozmawiała ze swoim, także dwujęzycznym mężem, Henrykiem Brodatym, pozostanie na zawsze tajemnicą. Wszystkie przekazy pisemne z okresu pierwszych Piastów są zapisane po łacinie, stąd o tym, w jakim języku oni sami się porozumiewali, możemy wnioskować tylko pośrednio z faktów z ich życia opisywanych przez kronikarzy.

Trudno też w średniowieczu mówić o języku polskim czy niemieckim. One jeszcze wtedy nie istniały, obydwa kraje były bardzo niejednolite, a ich mieszkańcy używali wielu różnych gwar. Mimo różnic Ślężanie, Dziadoszanie czy Bobrzanie mogli się między sobą porozumieć bez większych problemów, podobnie jak dzisiaj ma to miejsce na przykład między Czechami i Słowakami. Większość z nas nie jest w stanie rozróżnić, czy tekst jest po czesku, czy po słowacku.

Pierwszy z Piastów Śląskich, czyli Władysław Wygnaniec, mówił po polsku (wychowany na krakowskim dworze książęcym w Krakowie), po rosyjsku (po matce, w wersji staroruskiej, mocniej zbliżonej do polskiego niż obecny rosyjski) i po niemiecku (dzięki macosze i swojej pierwszej żonie, w wersji bawarskiej). Podobnie trójjęzyczny był jego syn, z tą jednak różnicą, że od matki i jej dworu uczył się niemieckiego, a od żony – staroruskiego.

Kolejni Piastowie Śląscy nie trafiali już na dwór krakowski i ich kontakty ze wschodem uległy ograniczeniu, jeśli więc byli trójjęzyczni, to trzecim językiem zamiast rosyjskiego stawał się (staro)czeski. Zazwyczaj Piastowie już od dziecka posługiwali się zarówno gwarą polską, jak i niemiecką, gdyż otaczali ich dworzanie mówiący tak jednym, jak i drugim językiem.

Wspomniana św. Jadwiga, która urodziła się w Bawarii, języka polskiego nauczyła się dopiero po przybyciu na dwór swojego męża w Legnicy. Ich dzieci uczyły się obydwu języków rodziców i obydwu używały. Z kolejnymi pokoleniami było bardzo różnie, niektórzy z ponad 400 Piastów Śląskich – mimo że podkreślali, iż pochodzą z polskiej dynastii królewskiej – byli wyłącznie niemieckojęzyczni, inni zaś pielęgnowali polską mowę, jak chociażby ostatni z Piastów Śląskich, Jerzy IV Wilhelm Legnicki, który od dziecka dzięki staraniom ojca mówił po polsku i nosił szaty zgodnie z polską modą.


Przystanek Dolny Śląsk nr 4(17)/2017 zima (artykuły dostępne bezpłatnie)
Zimowy numer kwartalnika "Przystanek Dolny Śląsk" zdecydowaliśmy się poświęcić okresowi piastowskiemu w dziejach Dolnego Śląska. Skłoniły nas do tego dwie okrągłe rocznice przypadające w tym roku - 1000 lat od bitwy pod Niemczą oraz 750 lat od kanonizacji św. Jadwigi Śląskiej. Pamiątek po okresie piastowskim jest na Dolnym Śląsku całkiem sporo, my ograniczeni miejsce pokazaliśmy tylko kilka. Jeśli chcielibyście podzielić się informacja o innych zapraszamy do naszej grupy Przystanek Dolny Śląsk lub do napisania na adres: redakcja@przystanekd.pl

✎ Wojciech Głodek, 2017

2 komentarze:

  1. to widac Chrobry lupil tez co sie dalo... nie roznil sie wiele od innych...
    warto dodac ze Piastowie Slascy, ktorzy wzieli poczatek od Wladyslawa Wygnanca, za sprawa jego zony Agnes Babenberg byli spowinowaceni z cesarskim rodem Hohenstaufow... A ze podkreslali ze wywodza sie z linii krolewskiej Piastow, to nie swiadczy o ich polskosci, ale o tym ze , bedac ksiazetami, podkreslali swoje wyzsze pochodzenie, co w kregach arystokratycznych mialo znaczenie...
    Natomiast nie slyszalem zeby wygnaniec mial wiecej zon, cale potomstwo mial z Agnes... wiec tu chyba jakis blad autora...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matką Władysława Wygnańca była Zbysława, córka wielkiego księcia kijowskiego (język staroruski), a żoną Agnieszka, córka margrabiego Austrii (język staroniemiecki). Jego pierworodny, Bolesław I Wysoki, po matce (wspomniana Agnieszka) - staroniemiecki, po żonie (Zwinisława, córka księcia kijowskiego) - staroruski.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.