Featured

12/recent

Pałac nieszczęśliwej królewny

W zakolu Nysy Kłodzkiej, górując nad zabudowaniami niewielkiego Kamieńca Ząbkowickiego, wznosi się ogromne zamczysko. Mimo że z daleka wygląda na prawdziwie średniowieczną warownię, to jego historia ma niecałe dwa stulecia. 

Zdjęcie lotnicze pałacu w Kamieńcu Ząbkowickim / autor nieznany, lata 30. XX wieku
Wszystko zaczęło się 15 października 1838 roku, kiedy to na Grodowym Wzgórzu położono kamień węgielny pod budowę pałacu.

Wybór miejsca

25 lutego 1812 księżniczka Fryderyka Luiza Pruska (Hohenzollern) stała się właścicielką zsekularyzowanych przez jej brata, króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III, posiadłości poklasztornych w Kamieńcu, Henrykowie i Lubiążu. Mimo uroku tych rejonów i rosnącej w XIX wieku popularności wiejskich siedzib, nigdy nie zdecydowała się na dłużej opuścić Berlina.

Dopiero jej córka, Marianne Wilhelmine Friederike Luise Charlotte Prinzessin von Niederlande, znana u nas jako Marianna Orańska, odziedziczywszy w 1837 roku kamieniecki majątek przeniosła się na Śląsk. Jeszcze w tym samym roku, dzięki pozostawionej przez matkę fortunie, powiększyła swoje posiadłości na ziemi kłodzkiej. w jej posiadaniu znalazł się w przybliżeniu obszar dzisiejszego powiatu ząbkowickiego i wschodniej części kłodzkiego.

Dlaczego na swoją siedzibę Marianna wybrała Kamieniec? Podobno miała na to wpłynąć legenda o wielkiej miłości dawnej polskiej księżniczki i księcia ziębickiego związana właśnie z Grodową Górą (Grodowym Wzgórzem). Tak naprawdę jednak na wyborze zaważyły walory krajobrazowe. Rozpościera się stąd przepiękna panorama Gór Złotych i Bardzkich.

Widok z tarasu pałacowego na i kondygnacji / fot. Wojciech Głodek, 30 maja 2015 roku
Budowa

Aby nowy pałac mógł stać się najznakomitszą rezydencją w Prusach, potrzebny był znakomity architekt. Wybór padł na Karla Friedricha Schinkla, ówcześnie największego pruskiego architekta, urbanisty i projektanta stylu klasycystycznego. Jednak w 1838 roku Schinkel był już poważnie chory i niechętnie opuszczał Berlin. Nadzór nad budową powierzył jednemu ze swoich uczniów – Ferdinandowi Martiusowi z Lipska, który w chwili rozpoczęcia prac miał zaledwie 27 lat.

Pałac w Kamieńcu został zaprojektowany tak, aby mógł uchodzić za średniowieczny zamek obronny. Zgodnie z życzeniem Marianny budowla nawiązywała do architektury romańskiej i północno-włoskiego gotyku. Jedynie duże okna, schody zewnętrzne i szerokie tarasy oranżerii przybliżają go do współczesnych dziewiętnastowiecznych budowli.

Prace nad budową pałacu postępowały bardzo szybko, chociaż nie brakowało problemów. Marianna, mimo że była zadowolona ze swojego architekta, sama często ingerowała w projekty. Taką prawdopodobnie największą osobistą interwencję królewny widać na dziedzińcu. To na jej polecenie wybudowano tam półpiętro z okrągłymi oknami. Miał to być „korytarz techniczny” dla służby, aby ta nie krzątała się po komnatach pałacowych i mogła obsługiwać gości i rodzinę pozostając prawie niewidoczną.

Wewnętrzny dziedziniec pałacowy / fot. Wojciech Głodek, 19 października 2013 roku
Problemy 

Dużo gorzej niż budowa miało się jednak małżeństwo Marianny. Związek nie był udany. w życiu księcia pojawiło się kilka kochanek, również Marianna zakochała się - i to z wzajemnością - w jednym ze swoich zarządców, koniuszym, Holendrze Johannesie van Rossumie.

Kochankowie nie poprzestali jednak na schadzkach po kryjomu. w 1845 wyjechali razem do Voorburga w Holandii. Wywołało to oburzenie zarówno pruskiego, jak i holenderskiego dworu. Główną przyczyną oburzenia było jednak nie to, że Marianna miała kochanka, co w tych czasach zdarzało się nader często, tylko fakt, że był on tak niskiego stanu.

Gdy okazało się, że Marianna spodziewa się z Rossumem dziecka, doszło do głośnego rozwodu, a Fryderyk Wilhelm IV, będący szwagrem królewny, zakazał jej pobytu na terytorium pruskim dłużej niż przed 24 godziny.

Marianna nie zapomniała jednak o swojej wymarzonej rezydencji. Aby dalej doglądać jej budowy, wbrew zakazowi przebywania dłużej niż dobę na pruskim terytorium, zakupiła pałacyk w austriackiej (obecnie czeskiej) Bilej Wodzie, skąd do Kamieńca było niecałe 12 km. Dzięki temu mogła odwiedzać Kamieniec nie łamiąc zakazu.

Podobno wtedy wymyślono dodatkowe utrudnienie dla Marianny. Nie było jej wolno wchodzić do żadnego pruskiego pałacu główną bramą, więc aby dostać się do swojej własnej rezydencji, musiała używać specjalnie wykutego w zachodniej wieży wejścia i dostawionego drewnianego rusztowaniu. Schodki te zresztą ustawiono i dziś, i właśnie przez nie wchodzą turyści do wnętrza budowli. 

Po lewej widoczne drewniane zrekonstruowane schody, którymi ponoć Marianna musiała wchodzić do swojego pałacu / fot. Wojciech Głodek, 30 maja 2015 roku
Rezydencja 

Cała rezydencja została wybudowana na planie prostokąta o wymiarach około 75 na 48 metrów i wysokości 25 metrów (nie licząc wież). Wybudowano ją z dokładnie oszlifowanych i wyfugowanych elementów kamiennych oraz specjalnie wyglazurowanej cegły. Gmach jest dwupiętrowy, flankowany 4 wieżami o wysokości 33 m i 2 wieżyczkami na umieszczonymi na dłuższych bokach, pomiędzy którymi znajduje się tarcza herbowa. Wieże ozdobione są gzymsem z prostymi blankami na wysokości drugiego piętra, nad którym znajdują się, również dwupiętrowe, nasady wieżowe z blankowanym wieńcem na szczycie.

Liczący ponad 100 pomieszczeń pałac to jednak nie koniec tego, co możemy w Kamieńcu Ząbkowickim zobaczyć. Dookoła rozciąga się założenie tarasowo-ogrodowe zaprojektowane przez dyrektora generalnego Ogrodów Pruskich, Petera Josepha Lenné, autora założeń ogrodowych w Parku Sanssouci w Poczdamie, kanału Luisenstädtischer w Berlinie czy Parku Zdrojowego w Świnoujściu.

Wielopoziomowy park z tarasami, fontannami i pergolami otaczający rezydencję miał powierzchnię 200 ha, dziś brakuje mu jeszcze wiele do dawnej świetności, jednak prace rewitalizacyjne cały czas trwają.


Upadek 

Dobra pozostały w rękach Hohenzollernów jeszcze długo po abdykacji ostatniego cesarza. w okresie międzywojennym zaczęto pałac udostępniać od 15 maja do 15 października. Można było zwiedzić prawie wszystko, łącznie z dwiema reprezentacyjnymi salami – wyłączone były tylko apartamenty prywatne. Waldemar Pruski władał pałacem wraz z żoną Kalikstą właściwie aż do wkroczenia Armii Czerwonej w maju 1945.

Pałac przetrwał II wojnę światową prawie nietknięty. Całe wyposażenie zostało wywieziona bądź zdewastowane przez stacjonującą tu Armię Czerwoną i okolicznych mieszkańców. Prawdopodobnie wywiezione wyposażenie i archiwalia zajęły aż 15 wagonów kolejowych.

W lutym 1946 cały kompleks spłonął, przypuszczalnie podpalony przez żołnierzy radzieckich, chociaż pojawiają się też opinie, że pałac mógł zostać podpalony przez Polaków, aby ukryć dowody szabru na wielką skalę, jaki miał tu miejsce w pierwszym roku po wojnie.  Jak opowiadają przewodnicy, część kamienieckich marmurów zdobi dziś Salę Kongresową w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki. Na początku lat 70. nie było już okien, podłóg, części posadzek, dziedziniec zarosły krzewy.

Wyryte podpisy trzech żołnierzy radzieckich, prawdopodobnie stojących w tym miejscu na warcie, datowane na 20 czerwca 1945 roku. Daty widoczne na cegle obok, 1914, 1911 i 1915, to prawdopodobnie daty ich urodzin / fot. Wojciech Głodek, 19 października 2013 roku
Stracona szansa

Nowego gospodarza kompleks zyskał nieoczekiwanie prawie pod sam koniec PRL-u. w 1984 został wydzierżawiony Włodzimierzowi Sobiechowi. Sobiech, wcześniej skromny pracownik poznańskiej Akademii Rolniczej, stał się z dnia na dzień bogaczem, dziedzicząc spory majątek po rodzinie mieszkającej na Zachodzie.

Nie wiadomo dokładnie, dlaczego wybrał pałac w Kamieńcu, jednak sposób uzyskania fortuny zaważył na pomyśle, jaki przedstawił odnośnie przyszłości budowli. Miał tu zostać utworzony hotel dla Polaków zza zachodniej granicy, którzy często pragnęli na ostatnie lata życia powrócić do starego kraju.

Prace rekonstrukcyjne rozpoczęły się prawie od razu. Początkowo, dzięki odziedziczonym środkom, przebiegały bez większych problemów - u schyłku PRL-u za 1 dolara amerykańskiego można było mieć wykwalifikowanego pracownika na cały dzień. Udało się wtedy położyć dach, wstawić część okien i drzwi.

Niestety wiele prac wykonano właściwie bez jakiegokolwiek nadzoru konserwatorskiego i budowlanego. Niektóre zmiany są już nie do cofnięcia, jak chociażby - pokazana na przez przewodnika - przebudowa starej kuchni węglowej na kuchenkę gazową. W latach dziewięćdziesiątych kilkakrotnie wydany został zakaz prowadzenia dalszych robót, nie był on jednak ostatecznie egzekwowany.

W końcu jednak skończyły się pieniądze ze spadku, hotelu nie uruchomiono, a całość kompleksu zaczęła znowu podupadać. Zwykli turyści przestali przybywać, ale za to teren przypałacowy, mimo ogrodzenia, stał się miejscem dla nocnych imprezowiczów. Podczas porządkowania w 2012 roku terenu robotnicy wyrzucili koło 6 tysięcy butelek!

Pałac widoczny jest już z oddali / fot. Wojciech Głodek, 19 października 2013 roku
Nowe życie

Włodzimierz Sobiech zmarł 3 sierpnia 2010 roku. w Kamieńcu jest postacią bardzo kontrowersyjną. Nie wszystkie przeróbki dokonane przez Sobiecha zyskują akceptację. Z jednej strony prawdopodobnie uratował pałac przed zburzeniem, z drugiej – szczególnie pod koniec życia – doprowadził do tego, że obiekt z powrotem zaczynał obracać się w ruinę.

W sierpniu 2012 roku, po zakończeniu postępowania spadkowego po zmarłym dzierżawcy, pałac i przyległe grunty stały się ponownie własnością gminy, która rozpoczęła remont obiektu. Od 1 maja 2013 roku pałac został ponownie udostępniony dla zwiedzających. W roku 2015 Gmina Kamieniec Ząbkowicki otrzymała od MKiDN 750 000 złotych na ratownicze prace konstrukcyjne, remont części frontowej dachu pałacu i baszty nr 1 oraz 300 000 zł na ratownicze prace konserwatorsko-konstrukcyjne wozowni pałacowej z XIX wieku.

Ogromne wyzwanie to rewitalizacja parku, którego realizacja rozpoczęła się właściwie z chwilą przejęcia zabytku. Skatalogowano już drzewa, za jakiś czas zapewne zobaczymy pierwsze efekty podjętych działań. Park przypałacowy liczy ponad 100 ha. To obszar Góry Zamkowej razem z ogrodami regularnymi, ozdobnymi terenami parkowymi, wschodnim zboczem, oraz podnóżem, które kształtowane było w XIX wieku jako niewielki kompleks leśny.

Z roku na rok zwiedzać można już coraz więcej. Jest kilka pałacowych komnat, łazienka Marianny z pozostałościami murowanej wanny, można zajrzeć do sali balowej czy jadalni, w których to trwają jeszcze prace remontowe i restauracyjne. Można także wyjść na taras, by móc podziwiać przepiękną panoramę leżącej u stóp pałacu miejscowości i okalających ją Gór Złotych i Bardzkich, która kiedyś tak bardzo zachwyciła niderlandzką księżniczkę.

Prace remontowe nad wymianą dachu / fot. Wojciech Głodek, 30 maja 2015 roku
Jak dotrzeć?

Pociągiem do stacji w Kamieńcu Ząbkowickim. Stacja leży na linii Wrocław – Kłodzko (kilkanaście połączeń w ciągu dnia, średnio co godzinę, w wakacyjne weekendy także dalekobieżne z Warszawy i Gdyni) oraz na linii Legnica – Kłodzko (4 połączenia w ciągu dnia).

Stacja kolejowa w Kamieńcu Ząbkowickim leży na obrzeżach miejscowości. Do centrum i samego pałacu można dostać się na dwa sposoby – drogą jezdną do centrum miejscowości (chodnik prawie na całej długości) i potem przez parking koło czerwonego kościółka lub prowadzącym od dworca do pałacu niebieskim szlakiem turystycznym. Niezależnie od wybranego wariantu czas dojścia to około pół godziny.

Zwiedzanie rozpoczyna się co godzinę od 10 do 17. Bilety do nabycia 15 minut przed pełną godziną. Fontannę przy maszynowni można podziwiać w weekendy od godziny 12 do 24, w pozostałe dni od godziny 16 do 22. Bilet normalny 25 zł, bilet ulgowy 15 zł.


✎ Wojciech Głodek, 2014

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.