Featured

12/recent

113 dni bez słońca

Życie dawnych mieszkańców Karkonoszy do łatwych nie należało. Warunki atmosferyczne były ciężkie, we znaki dawały się zwłaszcza zimy. Były jednak miejsca, gdzie było najtrudniej, bo nie docierały do nich przez trzecią część roku nawet promienie słoneczne. 

Pozostałości po zabudowaniach dawnej osady Budniki / fot. arch. Miłośników Budnik
Długa woda w leśnym zaciszu 

Życie mieszkańców Karkonoszy w zamierzchłych czasach ma bogata historię, a tajemniczych i zapomnianych osad można znaleźć w tych górach wiele. Dziś opowiemy historię nieistniejącej już osady zwanej obecnie Budnikami. Przez wiele wieków miała ona różne nazwy: Langwasser, Forstbauden, Zacisze Leśne, aż wreszcie – Budniki.

Osada usytuowana była w zagłębieniu górskim, między Wołową Górą a podejściem do Skalnego Stołu, między Karpaczem i  Kowarami, na obecnym krzyżowaniu szlaku żółtego z zielonym, w obrębie strumienia Malina.

Turystka w dawnej osadzie Budniki - okres międzywojenny
Historia powstania Budnik sięga okresu wojny trzydziestoletniej. Wtedy przez tereny Kowar i okolicy przetaczały się grupy maruderów wojennych i rabusiów. W szczególny sposób uciążliwe dla ludności były oddziały najemników wojennych, zwanych Lisowczykami. Ze względu na niski żołd, mieli oni przyzwolenie na rabunek i gwałt, co też notorycznie czynili na terenie, na którym przebywali.

Ludność w obawie przed rabusiami zabierała podręczny dobytek, zwierzęta i  uciekała w góry. W okolicy Kowar najbardziej popularnym miejscem schronienia stała się Wołowa Góra i jej okolice. Tam początkowo osiedlano się tymczasowo, budując prowizoryczne siedliska, które uzyskały później nazwę Dolnego i Górnego Miasteczka. Dziś po obydwu tych siedliskach nie ma już jednak śladu. 

Nowe życie w nowym miejscu 

Po ustaniu zawieruchy wojennej część uciekinierów powróciła do swoich domostw. Jednak ci, których gospodarstwa zostały doszczętnie splądrowane i spalone, pozostali w górach.

W owym czasie zarządcą tej okolicy był hrabia von Czernin, zamieszkały w pałacu w Kowarach. Ludność mieszkająca w górach nie płaciła podatków, toteż hrabia upomniał się o nie i siłą zaczął wysiedlać tę ludność do Kowar i okolic. Części udało się ukryć i przeniosła się ona w dół Wołowej Góry, w kierunku południowo-zachodnim, w okolice strumienia Malina. Tam już osiedliła się na stałe. Uciekinierzy zbudowali solidne domy i zaplecza gospodarcze z dostępnych materiałów, jakimi były: drewno, kamień i siano.

Rozpoczęli hodowlę owiec, kóz, bydła rogatego i drobiu, jednak na niewielką skalę, przede wszystkim z uwagi na brak ziemi uprawnej, która mogłaby wyżywić ludzi i zwierzęta. Zakładali niewielkie poletka pod warzywa i sady owocowe. Do dzisiaj jeszcze można spotkać w tamtym rejonie pojedyncze drzewa z tych sadów.

Budniki na pocztówce z początku XX wieku. Widok w stronę Karpacza
Warunki atmosferyczne były bardzo ciężkie, lata były krótkie, a zimy długie. Dawały się zwłaszcza we znaki bardzo duże opady śniegu. Biały puch często zalegał tak wysoko, że jeśli sąsiad chciał sąsiada odwiedzić, musiał wychodzić z domu otworem dachowym lub przez komin.

Głównym zajęciem mieszkańców była wspomniana hodowla, wyręb drewna z lasów i jego sprzedaż. Przypuszczalnie - choć nie ma na to bezpośrednich dowodów - wypalali węgiel drzewny do kowarskich dymarek wytapiających żelazo. Panowała wielka bieda. Szczególnie dotkliwa była dla dzieci, którym nierzadko brakowało pełnego odzienia i obuwia. Niemowlęta zawijano jedynie w stare szmaty.

W niedostatku pomagały ludności hrabina Wanda Czartoryska z Kowar i hrabina von Reden, właścicielka wsi Bukowiec. Obie Panie dostarczały na Budniki - niejednokrotnie osobiście - odzież, obuwie i żywność, ze szczególną troską o dzieci. Umieszczały starsze dziewczęta w bogatych domach celem przyuczenia ich do zawodu prowadzenia gospodarstwa domowego.

Od przemytników do turystów 

Po zakończeniu wojny Austriacko-Pruskiej Śląsk został przyłączony do państwa pruskiego. Również Budniki stały się pruskie. Od tego czasu nastąpił okres rozwoju turystyki na Budnikach, poprzedzony procederem przemytu tabaki z Austrii do Prus. Do dzisiaj zielony szlak z Karpacza na przełęcz Okraj nosi nazwę Tabacznej Ścieżki.

Zaistnienie procederu przemytu było uwarunkowane wysoką ceną tytoniu w Prusach. Aby przechodzący przez Budniki przemytnicy mieli gdzie odpocząć i posilić się, rozpoczęto budowy gospód przydrożnych, później przekształconych na schroniska dla turystów.

Pierwszą gospodą, jaka powstała, była gospoda „Mutter Kretchmer”. Następną była wybudowana w 1898 roku „Forstbaude”, znana później jako schronisko „Budniki”. Kiedy w 1900 roku spłonęła pierwsza gospoda, na jej zgliszczach powstała naleśnikarnia. Ruch turystyczny w miarę upływu czasu stawał się coraz większy. Z uwagi na to rodzina Klapper, zamieszkująca w centrum osady nad strumieniem Malina, zaoferowała turystom do zakupu swoje wyroby nabiałowe.

Gospoda Forstbaude na pocztówce z początku XX wieku.
W tym samym czasie powstała pierwsza, najwyżej położona w Prusach, górska szkoła. Budynek szkoły był jednoizbowy, wyposażony w prymitywne ławki i tablicę. Pierwszym nauczycielem był Heinrich Liebig. Do szkoły chodziły dzieci w różnym wieku i było ich niewiele. Wymieniony nauczyciel, jako miłośnik przyrody, założył wraz z dziećmi ogródek alpejski, którego ślady - pod postacią charakterystycznej roślinności - pozostały do dnia dzisiejszego.

Budynek dawnej szkoły w Budnikach na pocztówce z okresu międzywojennego.
W okresie międzywojennym na Budniki przybyli mieszkańcy z  zewnątrz, wykupili gospodarstwa od ludności rodzimej i zamieszkiwali tam sezonowo. Ruch turystyczny kwitł coraz bardziej. Powstało schronisko dla biednych dzieci z terenu Niemiec. Powstał też dom wypoczynkowy dla żołnierzy „Schenkendorf-baude” prosperujący do końca II wojny światowej.

Dom wypoczynkowy dla żółnierzy "Schenkendorf-baude" na pocztówce z przełomu lat 30/40. XX wieku.
Z uwagi na wspomniany coraz wiekszy ruch turystyczny powstały też dwa domy celne. Swoją funkcjonalność jako urząd straciły po aneksji Czechosłowacji przez reżim hitlerowski. W 1943 roku na Budniki przybył Gerhard Vierich wraz z  rodziną i wykupił gospodę „Forstbaude oraz teren po spalonej gospodzie "Mutter Kretcher". Tam też zbudował - przy pomocy przymusowych pracowników - elektrownię wiatrową. Ciekawostką jest to, że w osadzie zamieszkiwała w tym okresie rodzina żydowska.

Droga do upadku 

Po zakończeniu wojny w osadzie pozostał jedynie Vierich z rodziną. Pozostali mieszkańcy odeszli lub zostali wysiedleni. W 1946 roku powstał w Budnikach Ośrodek Wypoczynkowy Bratniej Pomocy Uniwersytetu i Politechniki Wrocławskiej, zwany Bratniakiem. Pierwszym jego kierownikiem został ówczesny student medycyny Roman Hajzik. Przybywający studenci zamieszkiwali w opuszczonych zabudowaniach, nadając im różne pocieszne nazwy.

Mimo akademickiej aktywności osada zaczęła ulegać degradacji, nieremontowane budynki niszczały i rozpadały się. Występowały notoryczne grabieże budulca. Pod koniec lat 40. XX wieku ustała działalność Bratniaka na rzecz kopalni poszukiwawczych rud uranu, które to dokończyły dzieła całkowitego zniszczenia osady. Obecnie po osadzie pozostały ruiny.

Pamiątka przesłości 

Teren Budnik został zalesiony i praktycznie bardzo trudno jest trafić na ruiny. Po kopalni uranu pozostała jedynie sztolnia zalana wodą i duża hałda po urobku skalnym.

Kilka lat temu dla przypomnienia i upamiętnienia ciekawej historii tego miejsca powstała grupa Miłośników Budnik. Celem grupy była aktywacja turystyki w rejonie Budnik, poznawanie historii osady, rekreacja rodzinna oraz promocja całego regionu. I to się udaje.

Dawna osada Budniki / fot. Train01 (cc-by-sa)
Dzięki budżetowi obywatelskiemu Karpacza został zrealizowany w dużej części plan zagospodarowania osady. Wykonano tablice informacyjne. Sami Miłośnicy wykonali tabliczki z napisami opisującymi nieistniejące już obiekty. Została wybudowana wiata, pierwsza budowla od ponad 50 lat na terenie Budnik. Przy pomocy Nadleśnictwa Śnieżka w Kowarach i Oddziału PTTK zostały oznakowane szlaki i ścieżki przez Budniki.

Miesiące bez słońca

Osada jest dzisiaj znana jednak z czegoś innego. Otóż na terenie Budnik zaobserwowano ciekawe zjawisko astronomiczne. Okazało się, że do tego miejsca przez około 113 dni w roku nie dochodzą promienie słoneczne i osada pozostaje w cieniu w okresie do 26 listopada do 16 marca. Z uwagi na to w osadzie zaczęto organizować cykliczną uroczystość powitania i pożegnania słońca. Największą z jej okazji radość miały dzieci. Zwyczaj tej zanikł niestety po II wojnie światowej.

W ostatnich latach został przywrócony przez powstałą grupę Miłośników Budnik. Wspólne wycieczki z Kowar i Karpacza do dawnej osady odbywają się w marcu i w listopadzie w sobotę będącą najbliżej dni, w których słońce znika i pojawia się w Budnikach na nowo. Nie mają one charakteru imprezy zorganizowanej, ale są spotkaniami towarzyskimi miłośników gór i tej zapomnianej osady. Każdy chętny może jednak dołączyć. Najbliższe święto odbędzie się już za niespełna dwa tygodnia, bo już w następny czwartek Słońce zawita z powrotem do Budnik po 113 dniach nieobecności.
✎ Paweł Paliga, 2014

Gdzie zanocować?
Jak dotrzeć? 

Znaki żółte z Kowar spod dawnego dworca kolejowego: trasa średnia, 6,4km, 2h20m, +426m, -21m, 10 pkt. GOT
Znaki zielone z Karpacza spod dawnego dworca kolejowego (Centrum Informacji Turystycznej): trasa średnia, 6,2km, 2h10m, +381m, -77m, 10 pkt. GOT
Znaki zielone z Karpacza Białego Jaru: trasa średnia, 6,4km, 2h01m, +288m, -158m, 9 pkt. GOT 

Dojazd do Karpacza: od 20-25 (połączenia pośpieszne) do 40-50 minut; 30-40 połączeń w ciągu dnia z dworca autobusowego (PKS) lub dworca kolejowego (busy); do przystanku Karpacz Dworzec Kolejowy lub Karpacz Biały Jar
Dojazd do Kowar: od 24 do 40 minut; 20-50 połączeń z dworca autobusowego (PKS) lub dworca kolejowego (busy); do przystanku Kowary Dworzec Kolejowy


Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.